Na kilku sąsiednich blogach rozgorzał spór o majątek Jarosława Kaczyńskiego. Pachnie aferą, bo J.K. jakoby ma dom na warszawskim Zoliborzu, a jako jego wartość podaje 500 tys. zł. Tyle dziś kosztuje w tym rejonie dwupokojowe mieszkanie.
W komentarzach roi się od domysłów. A najprościej sprawdzić, co oficjalnie ma na ten temat do powiedzenia sam premier. Polecam jego oświadczenia majątkowe z poprzedniej, a także te z obecnej kadencji Sejmu.
Wynika z nich, że dom ma 165 m2, a premier pd śmierci swego ojca w zeszłym roku ma prawo do 1/6 tego domu. 3 mln zł jako wartość niedużego domu na Żoliborzu - to brzmi już dość realnie, choć premier podaje niezmiennie tę samą wartość od roku, mimo hiperwzrostu cen nieruchomości.
I tyle - zamiast tony postów jedna wizyta na właściwej stronie. Czy to kończy sprawę? Parę wątpliwości pozostaje - w oświadczeniach premiera nie ma słowa o działce, na której dom stoi. Niektórzy chcieliby może pogrzebać, skąd się ów dom wziął - chyba nie po dziadku, urzędniku kolejowym II RP, jak zatem zarobił na to ojciec - inżynier w PRL...
Ale cokolwiek się w tej ostatniej kwestii okaże, to nie dotyczy premiera, tak jak Donald Tusk nie odpowiada ani za chwałę, ani ewentualną hańbę dziadka. W każdym bądź razie ja grzebać nie będę, bo śledczym się nie czuję i być takowym nie chcę. Zwłaszcza, gdy o takie sprawy chodzi: nie przeczę, że politycy powinni być czyściutcy, ale szlag mnie trafia, gdy słyszę wszechobecne w polskich mediach sugestie, iż kto ma więcej niż tysiąc zielonych, ten podejrzany.
Może jest na to rada: wszak od niedzieli odwiedza Salon (witam Cię, Jurku, serdecznie) - Jerzy Jachowicz. Proszę go namawiać, niech bada. Na dobry początek mógłby sobie kupić, hi, hi, telefon, który otwiera wszystkie drzwi ;)


Komentarze
Pokaż komentarze (12)