Cóż takiego się stało? Ano, wg powyższej publikacji, MON ogłosił przetarg na komputery za prawie 10 mln zł, ale zażądał klawiatur i myszy PS/2, a nie USB. Armia żąda gniazdek wycofywanych z produkcji, oburza się PB i dodaje, że z tego powodu Dell protestował, a potem wycofał się z przetargu.
Problem zaiste potężny. Przejściówka z USB na 2xPS/2 kosztuje dziś w detalu 5-8 zł, więc w hurcie może 2 zł. Zwiększa to koszt kontraktu (2 tys. komputerów) o jakieś 4 tys. zł, czyli 0.04%. Z VATem będzie 0.05. Mógłby przejściówki dorzucić Dell, mógłby je osobno kupić MON, albo dostać w prezencie od Pulsu Biznesu.
Na współczesnych płytach głównych USB bywa za słabo zasilane, każde dodatkowe urządzenie to kłopot. A złącze PS/2 wciąż widuję na niemal wszystkich płytach oferowanych na rynku. Z punktu widzenia użyteczności sprzętu różnicy nie ma: nie spotkałem dotąd człowieka walącego w klawiaturę lub machającego myszką w takim tempie, by przekroczyć przepustowość portu PS/2. Nawet mój syn nie daje rady.
Zdziwiłbym się i oburzył, gdyby armia zażądała kompów z płytami pod Socket A, albo pod SDRAM. "Afera" wykryta przez Puls Biznesu utwierdza mnie w przekonaniu, że komputery to obok arytmetyki jedna z pięt achillesowych polskiego dziennikarstwa.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)