Wkrótce okazało się, że tak ma być na całej trasie. Ślimacze tempo między stacjami, a postoje po 2 minuty zamiast po 15-20 sekund. Pod pocztą wysiadłem 20 minut później niż planowałem, cztery minuty przed Kurierem. Zacząłem się nerwowo rozglądać. Dostrzegłem wóz transmisyjny TVN, ale naszego ani śladu... Za chwilę okazało się, że wóz właśnie jedzie pod ministerstwo sprawiedliwości i ja też mam się tam pilnie udać. Akurat w przeciwną stronę. W tunelu metra zasięgu brak, więc wydawca się wcześniej do mnie nie dodzwonił, a na pomysł wysłania esemesa, który zdąży dojść podczas postuju na stacji - nie wpadł.
Wydaje mi się, że uchodzę w Salonie24 za komentatora umiarkowanego i to mnie cieszy. Są jednak sprawy, w których folguję emocjom, w których nie próbuję zachować bezstronności i nie jestem gotów słuchać żałosnych usprawiedliwień.
No i się wściekłem. Nie na wydawcę, na metro. Nie za spóźnienie - rozumiem, że technika płata figle - lecz za brak informacji. Na kolejnych stacjach spędziliśmy w sumie jakieś 20 minut. Każda stacja ma "zawiadowcę" i nagłośnienie. Mają je zresztą też pociągi. Ale nikt nie wpadł na pomysł, żeby powiedzieć ludziom, co się dzieje i czego mogą się spodziewać.
Polacy nie wydają się nawet potrzebować takich informacji, prawie nikt się nie złości. A gdy nie ma popytu, nie ma podaży. Aż dziwne, że kolej czasem informuje o opóźnieniach. Ale już rzecznicy firm, instytucji, ministerstw, rządów stoją i patrzą na tłum dziennikarzy czekających na konferencję prasową. Miała się zacząć przed kwadransem, ale szefa nie ma. Może przyjdzie zaraz, może za pół godziny - powiedzą, gdy ich zapytać. Z własnej woli rzadko coś mówią. A dziennikarze rzadko się dopraszają, chyba, że komuś zbliża się deadline. Gdy protestowałem dla zasady, gadano, żem upierdliwy. Nie rzecznicy, lecz dziennikarze gadali.
Metro w Paryżu czy Londynie działa jak działa - lepiej lub gorzej. Ale gdy coś szwankuje, wiem, że ktoś spróbuje mi to wyjaśnić. Tak, często będzie to lanie wody - przeproszą mnie za problems due to malfunction albo malfunction due to problems. Ale stworzą wrażenie, że mnie nie olali.
Są takie sprawy, w których mam zdanie proste jak drut i stanowcze jak gilotyna. To np. sposób, w jaki Polacy jeżdżą po rondach. Albo silniki benzynowe. Może tu o tym jeszcze wkrótce skrobnę, by pokazać, żem nie gęś i swojego diesla mam :)


Komentarze
Pokaż komentarze (7)