Zazwyczaj staram się unikać zadawania politykom głupich pytań - zwłaszcza podczas konferencji prasowych. Chodzi o to, by nie podważać swoich własnych kompetencji dziennikarskich i szanować czas innych - polityków, dziennikarzy. Przypadkiem szczególnym są krótkie chwile, gdy ktoś rangi premier-prezydent przechodzi obok grupy dziennikarzy i wiadomo, że będzie czas na co najwyżej jedno pytanie.
Do legendy przeszedł pewien skądinąd zasłużony radiowiec, który w takiej sytuacji zapytał bodajże Jana Olszewskiego: Panie premierze, co z Rzeczpospolitą?. Na myśli miał gazetę, a dokładniej spółkę-wydawcę, a jeszcze dokładniej spór o udziały w tejże, ale zabrakło czasu, by to premierowi wyjaśnić. Do linczu nie doszło, bo chyba było zimno.
Wczoraj, tuż przed konferencją premiera, zadzwoniła do mnie Panorama z prośbą, bym zapytał o przyjmowaną przez rząd uchwałę o budowie Narodowego Centrum Sportu. Podsumowujemy sezon piłkarski, a to ma być dodatek, wyjaśnili. Coś mnie podkusiło, by - z całą świadomością naiwności tego zamiaru - zaproponować także pytanie o ów główny temat.
Jesienią zeszłego roku w Polsce trwała podwójna kampania wyborcza, a piłkarze rozgrywali ostatnie mecze w eliminacjach Mistrzostw Świata. Donald Tusk wykorzystał to w sposób dość naturalny: wiadomo, że sam nieźle gra m.in. w reprezentacji Sejmu, że się piłką bardzo emocjonuje, więc zapraszał dziennikarzy na wspólne oglądanie meczu we wrocławskim pubie.
Gdy usłyszał o tym sztab PiSu, zapragnął naprędce dać odpór. W siedzibie koło redakcji "Wprost" zorganizował zbiorowe oglądanie meczu, już nie pomnę, czy z obu braćmi, czy z jednym z nich. Nie było mnie tam niestety, ale słyszałem potem wiele kąśliwych uwag, jak to któryś z braci wzbraniał się zrazu przed założeniem szalika, a potem ktoś podszeptywał mu, jak i kiedy reagować podczas transmisji.
Niedawno znalazłem na blogu Jacka Cyrankiewicza notatkę o spotkaniu premiera z Leo Benhakkerem. Jarosław Kaczyński miał powiedzieć, że rząd weźmie pod uwagę sprawę wprowadzenia limitów cudzoziemców grających w I i II lidze piłkarskiej.
Autor blogu skomentował, że J. Kaczyński jest omnipotentny i nie musi zważać na Prawo Bosmana zakazujące wprowadzania ograniczeń dla obywateli Unii Europejskiej w zatrudnianiu w klubach piłkarskich. Ja nie byłbym tak surowy - zauważyłbym również, że premier dowiedział się o istnieniu klubów, a także limitów.
To wciąż nie rokowało zbyt dobrze. Ale słowo się rzekło, więc gdy wczoraj premier i ministrowie skończyli mówić o komornikach, gdy dostałem odpowiedź na moje główne pytanie o reformę składek OC - zadałem pytania Panoramy nie wspominając nawet, że to cudze. Na wszelki wypadek podkreśliłem, że sezon w piłce to nie tylko dwa-trzy ostatnie mecze reprezentacji.
Kaczyński westchnął, ale w jego oczach zobaczyłem, że nie czuje się złapany w pułapkę. Wiem, co się stało z polskimi zespołami ligowymi w europejskich pucharach..., zaczął. Dalej było bardziej państwowotwórczo, ale nie da się ukryć, że piłkarska edukacja Kaczyńskich postępuje. Jak tak dalej pójdzie, w kampanii 2009 roku może obaj bracia założą korki.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)