Czarna rozpacz. Syn (IV klasa, szkoła publiczna w małej mieścinie pod Warszawą) pochwalił mi się, co znaleźli na lekcji angielskiego w swoim podręczniku. Otóż na końcu, w liczącym kilkaset haseł słowniczku, widnieje angielskie słowo sea, a obok polskie tłumaczenie: może.
Podręcznik zwie się New English Zone - Student's Book 1, Oxford University Press 2006. Został zatwierdzony dla szkół podstawowych przez MEN (nr dopuszczenia 35/06). Szukałem jakiejś wkładki z korektą, ale na próżno.
Może by tak, panie wicepremierze ministrze, mniej pary w Zero Tolerancji, a więcej w drobiazgi. Chyba, że ortografia i podobne wynalazki to relikt III RP. Oczami wyobraźni widzę już wypracowanie syna po przyszłorocznych wakacjach: This summer I chose myself over may be...
PS. Idę lajfować z Pałacu o księdze kondolencyjnej. Gorzej być nie mogło :(
23
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (5)