Wydawało mi się, że w poprzednim poście zawarłem dość argumentów świadczących przeciwko tezie, że Jan Rokita może przejść do PiSu, a nawet wejść do rządu Jarosława Kaczyńskiego. Widzę, że to nie takie proste, o czym świadczyć może pewna rozbieżność zdań w komentarzach pod postem Bogny Janke.
Prawdziwe zdumienie wywołała we mnie natomiast teza RRK (zdaje się, że to Pani RRK, ale głowy nie dam), iż gra wokół Rokity przynosi korzyści... Platformie i jej tylko. Albowiem ujawnia powszechne "chciejstwo" innych ugrupowań - co świadczy o ich słabości.
Szczerze mówiąc wątpię, by obecne zamieszanie było istotnie bezbolesne dla PO. Owszem, wątpię, by naprawdę miała się podzielić. Przetrwa. Ale szkody wizerunkowe ponosi - w kolejnych sondażach mogą się one okazać wymierne.
Zatem, cui bono? Już na samych plotkach korzysta PiS i rząd, bo słabnie główny rywal. Gdyby zaś udało się doprowadzić do zaostrzenia konfliktu tak, by stał się nie do zasypania - PiS skorzysta tym bardziej. W jego interesie jest bowiem odcięcie konserwatywnego skrzydła Platformy, a tym samym konserwatywnego ideowo elektoratu, który siłą rzeczy trafiłby w większości do PiSu. Platformę sprowadzoną do części liberalnej łatwiej byłoby przedstawić jako centrolewicową konkurencję SLD, co zresztą PiS próbuje robić już od roku.
Nie, nie - to nie jest wewnętrzny teatrzyk PO. Ten spektakl ma wielu reżyserów.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)