Sejm ma mało czasu. Jeszcze tylko jutro może złożyć zażalenie na decyzję Trybunału Stanu o umorzeniu sprawy Emila Wąsacza. Wbrew moim óczesnym przewidywaniom jest całkiem możliwe, że postanowi się pożalić.
Przypomnę w paru słowach: sejmowa komisja odpowiedzialności konstytucyjnej po trzyletnim śledztwie wniosła o Trybunał Stanu dla byłego ministra skarbu. Sejm taki wniosek uchwalił. Ale przed tygodniem Trybunał uznał, że sejmowa uchwała nie spełnia podstawowych wymogów stawianych aktowi oskarżenia. Posłowie Jan Bury i Edward Ośko, oskarżyciele z ramienia Sejmu, byli zdruzgotani i mówili, że zażalenia składać nie warto, bo po co się jeszcze raz ośmieszać.
Dziś, po godzinnej naradzie u marszałka Marka Jurka, zanosi się na inną decyzję. Jak się nieoficjalnie dowiedziałem, prawnicy sejmowi przyznają, że uchwała jest spartaczona. Ale mówią, że Trybunał z kolei... spartaczył uzasadnienienie swego postanowienia.
Decyzja zapadnie w piątek, gdy u marszałka zjawią się Bury i Ośko. Formalnie to w ich gestii leży decyzja: żalić się czy nie. Coś mi mówi, że marszałek będzie ich przekonywał do zastosowania w polityce kodeksu Boziewicza: skoro Trybunał nas spostponował, nie będziemy dłużni. Wet za wet, pojedynek prawników w obronie honoru: albo Sejm, albo Trybunał.
Nowy skład Trybunału musiałby ocenić uzasadnienie postanowienia poprzedniego składu. Gdyby znalazł w nim istotne błędy formalne, musiałby raczej uchylić całe postanowienie. Tak grać można długo i może jeszcze znane przysłowie zmutuje do wersji: fortuna Wąsaczem się toczy.
PS. Mam jutro dzień wolny, do Sejmu się nie wybieram. Ciekaw jestem, czy uda mi się z mediów dowiedzieć, jaka jest decyzja. Dziś pies z kulawą nogą się tym nie interesował :)


Komentarze
Pokaż komentarze (1)