Trudno, zadzwonię w poniedziałek do Kancelarii Sejmu lub do Trybunału i może po godzinnych staraniach wyciągnę tę strategiczną informację. A przyznam, że chciałbym, by do procesu byłego ministra skarbu jednak doszło. Nie dlatego, bym był przekonany, że Wąsacz jest winny i karę ponieść musi.
Sądzę natomiast, że zarzuty dotyczące prywatyzacji PZU są interesujące i zawiłe, a niektóre brzmią dość mocno. Sprawa przed Trybunałem, w pełnym rygorze kodeksu postępowania karnego, mogłaby coś wyjaśnić - nie wszystko, może nawet niewiele, ale zawsze coś.
Bardzo też jestem ciekaw, jak Trybunał potraktowałby pozostałe zarzuty. Te dotyczące Domów Towarowych Centrum są raczej wątpliwe. Po prostu kiedyś Najwyższa Izba Kontroli dokonała klasycznej wyceny księgowej gruntów pod DTC. Następnie, zgodnie z socjalistyczną zasadą, że coś jest warte tyle, ile partia postanowi, uznała, że minister sprzedał za tanio, choć oferent był jeden. Politycy jednak chwycili haczyk i skończyło się aktem oskarżenia.
Dużo uciechy przynieść powinna część procesu poświęcona TP SA. Tu zarzut jest jeden: minister wybrał najdroższą firmę doradczą, która zażądała X zł. NIK wśród reszty ofert znalazła najtańszą - za Y zł, dokonała rachunku i oświadczyła, że Wąsacz naraził skarb na stratę X-Y zł. Posłowie i ten bzdet wzięli poważnie.
Rzecz w tym, że Wąsacz wybrał dużą, znaną firmę, by jej autorytetem podeprzeć rządową ofertę sprzedaży. Może niepotrzebnie, a może dzięki temu za TP SA wziął o miliard dolarów więcej? Przypomnijmy - dostał 4 mld dolarów. "Strata" wg NIK wyniosła zaś 26 mlm zł... Rachunek zresztą błędny, bo NIK powinna była zapytać mnie. Jak bym wyraził gotowość doradzania ministrowi w tej prywatyzacji za 10 zł i "strata" okazałaby się dużo większa.
Proces może będzie, a może nie. Zażalenie może jest, a może go nie ma. Nic nie wiem, bo swój wolny dzień spędziłem jako taksówkarz, a i tak mi się upiekło. Plan był taki: dzieci do szkoły na 8.00, Basię (klasa VIa) odbieram o 10.35 (księżniczka na brata nie poczeka), Tadzia (IVb) o 12.25, potem Basię wiozę na 16.30 na szkolną dyskotekę i o 21.00 odbieram. Do szkoły 15 km, głównie przez zakorkowaną Puławską, więc w sumie czekało mnie w korkach 160 km.
Dzięki wszakże rekolekcjom oboje skończyli razem i zamiast pięciu kursowałem tylko cztery razy w obie strony, spędzając w samochodzie zaledwie pięć godzin i przejeżdżając 130 km. Średnia 26 km/h w tych korkach - imponująca. Co mi tam Wąsacz.
PS. Ze smutkiem donoszę, że na swoje ogłoszenie o zamianie nie dostałem żadnych ciekawych propozycji. A mecz już za siedem godzin...


Komentarze
Pokaż komentarze (1)