Sorry, w najbliższym czasie nie skrobnę analizy problemu ZUSu, choć nieopatrznie obiecałem to niedawno między innymi w komentarzach na różnych blogach w Salonie 24. Czas zdecydowanie temu nie sprzyja, a to dzięki pani minister Kalacie, która bez żenady zapowiada skok na kasę OFE. Cóż z tego, że Gilowska protestuje.
Nie rozwijam myśli, bo na ten temat jest w Salonie24 co czytać: jeden przykład, drugi, trzeci. Z każdym z tych postów się w znacznej mierze zgadzam i polecam.
To, co sam miałem napisać, nim jeszcze pani Kalata raczyła się wypaszczyć, dotyczy zaś całości problemu ZUSu, który nie jest aż tak prosty, jak twierdzą ortodoksyjni liberałowie: zlikwidować i basta. W pewnym, niewielkim zakresie problemu musiałbym ZUSu bronić. Dziś nie ma po temu atmosfery. Zostałbym zakrzyczany, że bronię złodziei, i daremnie tłumaczyłbym, że nie jestem wielbłądem.
Rzecz wymaga pewnej dozy wysiłku, więc porwę się na to w lepszym momencie. Dziś zresztą mam dodatkowe usprawiedliwienie: moja Barbara organizuje imieniny, więc w domu panoszyć się będzie banda 12-latków ze swoją muzyką - jeszcze niedawno Tokio Hotel i Bill Caulitz, Killerpilze, teraz podobno Chemical Romance czy jakoś tak. Nie wiem, czy przeżyję. Wyjść nie mogę, bo czas zrobić porządek na biurku.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)