Był los Jana Rokity, jest Samoseksafera. W mediach elektronicznych mieści się jeszcze trochę przyszłości Marcina Kiewicza, czasem kawałek Edwarda Mazura i wzmianka o dwojgu zaginionych policjantów. A w Sejmie za trzy dni debata nad rządowym projektem ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów.
W normalnym kraju byłoby to wydarzenie. U nas jak dotąd cisza. Zwracam uwagę, że nie chodzi o nowelizację: rząd przesłał do Sejmu projekt zupełnie nowej ustawy. Sam też, z woli mego zakładu pracy, muszę biegać za Lepperem, platformersami i Kiewiczem. Do projektu ustawy zajrzałem i poświęciłem mu kwadrans. Na razie mam wrażenie, że chodzi o ujednolicenie przepisów na modłę unijną. Są jednak merytoryczne zmiany w stosunku do tego, co mamy dziś - ustawy z 2000 r.
Na przykład rząd proponuje skreślenie wymogu, by podmiot uzyskujący 25% udziałów w innym podmiocie zgłaszał ten fakt Urzędowi OKiK. Takie transakcje - twierdzi Urząd - nie wywołują istotnego skutku na rynku, nie dochodzi bowiem w ich wyniku do przejęcia kontroli przez przedsiębiorcę nad innym przedsiębiorcą.
Zmiana wg rządu i UOKiK najistotniejsza to rezygnacja ze spraw antymonopolowych i o naruszanie interesów konsumentów na wniosek indywidualnego przedsiębiorcy lub konsumenta. Postępowania UOKiK ma wszczynać sam, bo musi się skoncentrować na najpoważniejszych naruszeniach konkurencji. Indywidua mają zaś dochodzić swych praw w sądach cywilnych.
Jak wyjaśniają UOKiK i rząd, na rozprawę w sądzie antymonopolowym czeka się średnio 16 miesięcy, a na apelację - 11, więc w większości przypadków prawomocne rozstrzygnięcie ma dla wnioskodawcy jedynie znaczenie historyczne. Skoro tak, sprawy niech trafiają do sądów cywilnych, gdzie czasem trudno dożyć wyroku, za to sąd antymonopolowy będzie miał spokój.
Już tylko ten zapis pachnie wylewaniem sporej części dziecka wraz z kąpielą. Ale pewnie się mylę, skoro w mediach cisza, a Sejm na całą debatę nad 250-stronicowym projektem nowej ustawy zaplanował... godzinę.
18
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (5)