Jeśli zaś słyszałem dobrze, byłby to pierwszy w dziejach TrzecioCzwartej RP przypadek powiązania przez polityka zarobków z wiarygodnością. I to przez polityka partii, która do niedawna celowała w elektorat najuboższy. Poprzednio Jerzy Urban, jako rzecznik rządu PRL, palnął coś o trudnościach w poważnym traktowaniu przez rząd grupy zawodowej, która zarabia połowę średniej krajowej.
Swoją drogą coraz bardziej jestem ciekaw, co z SSS (SeksSkandaluwSamoobronie) wyniknie. Wczoraj w dziennikarskich rozmowach w Sejmie należałem do półsceptyków: Łyżwiński - może tak, ale Lepper jest za cwany. Ktoś zwrócił uwagę, że rzecz miała się dziać 5 lat temu. Ha, może. Na razie w mediach sporo o obyczajach Łyżwińskiego, a Lepper zdaje się przygotowywać grunt pod obciążenie tegoż, by samemu się wykręcić jako trafiony niesłusznym odłamkiem afery.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)