Gdy piszę te słowa, dziesięć metrów dalej, przy sejmowym stoliku dziennikarskim poseł Alfred Budner jeszcze wyjaśnia dziennikarzom, dlaczego występuje z Samoobrony i jej klubu. Zapewnia, że nie ma to żadnego związku z SSS (Seks Skandalem w Samoobronie) - chodzi o to, że partia go zawiodła.
Powiada, że wbrew wyborczym obietnicom SO nie zajmuje się problemami wsi, posłowi nie podoba się też sposób zarządzania partią przez rodzinę - Leppera, Filipka, Łyżwińskiego, obie panie Wiśniowskie i tego najgorszego, Maksymiuka, zwanego ojce dyktatorem.
Wszak nie dlatego premier w ostatniej chwili (samolot już grzał silniki) odwołał wizytę na Litwie. I nie z powodu plotki o dymisji Gilowskiej - zdementowanej po kwaransie. I chyba też nie w obliczu mającej paść jutro rano propozycji Platformy, że trochę pomoże ona PiSowi rządzić, jeśli z rządu znikną Lepper i Giertych, a wiosną odbędą się wybory.
Podobno Jarosław Kaczyński ma za złe Lepperowi dzisiejszą konferencję prasową, tę ze spóźnionymi przeprosinami za seksizm w wypowiedziach polityków SO i z emocjonalnym Możecie jeździć po mnie, ale dajcie spokój mojej rodzinie. To też chyba jednak za mało. Może premier nieco spanikował, bo z perspektywy sejmowych kuluarów nie wygląda na to, żeby zaczynał się wielki kryzys.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)