Chwilowo porzucam plotki. Nowych informacji brak, pozostaje więc analiza: co mogło sprawić, że premier w ostatniej chwili odwołał wizytę na Litwie? Skoro publicznie nic takiego nie zaszło, musi to być jakaś informacja nieoficjalna.
W tej wersji przyczyną daldszych zdarzeń jest - tak jak poprzednio - wypowiedź Andrzeja Leppera, iż jest niewinny, więc nie myśli o opuszczaniu rządu. To miało zdenerować Jarosława Kaczyńskiego, który wezwał Leppera do siebie i odwołał wileńską wyprawę.
Może więc premier wie coś, co każe mu sądzić, że prokuratura postawi zarzuty Lepperowi. Albo coś, o czym myśli, że wkrótce przecieknie do mediów i pogrąży Leppera do reszty - z taką mocą, iż nie będzie można go tolerować w rządzie, nie czekając na prokuratora.
Musiałby to być przeciek z prokuratorskiego śledztwa. Dziennikarze tabloidów dają do zrozumienia, że coś wiedzą i że wychodzą tam straszne świństwa. Oczywiście i oni, i premier, jeśli coś naprawdę wiedzą - wiedzą nielegalnie. Ale w tej chwili schodzi to na dalszy plan w obliczu praktycznych konsekwencji owej wiedzy.
Niech się teraz męczy komitet polityczny PiSu. Nie mój wicepremier, nie mój chlewik, nie mój problem.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)