Nie wyrobiłem. Wyszedłem z Sejmu nie doczekawszy końca obrad Zarządu PO, który miał sprecyzować tajemniczą propozycję dla PiSu, o której głośno było od południa.
Przez kilka kolejnych godzin liczne media zdążyły przynieść precyzyjne opisy treści owej propozycji, gdy o 20.00 Zarząd się zebrał, by wysłuchać projektu Donalda Tuska, po czym ten projekt zatwierdzić albo odrzucić. Zrezygnowałem ze stania na czatach, gdy z dość wiarygodnych źródeł usłyszałem, że decyzji na razie nie będzie - Zarząd zbierze się ponownie o 7.30 rano, by Tusk mógł o 8.45 przedstawić projekt dziennikarzom.
Wiadomo, że Tusk zaproponował, by Platforma:
- zażądała usunięcia z rządu Andrzeja Leppera i Romana Giertycha oraz deklaracji na piśmie, że wiosną będą nowe wybory
- zaoferowała w zamian poparcie przyszłorocznego budżetu i kilku innych ważnych ustaw oraz wspólną nowelizację konstytucji, by skazanym za przestępstwa umyślne zamknąć drogę do parlamentu.
Wiadomo, że większych kontrowersji w Zarządzie nie budzą oba żądania, ani oferta zmiany konstytucji. Wiem też, że na liście innych ważnych ustaw jest prezydencka nowelizacja ustawy lustracyjnej. I wiem wreszcie, że trwa wielka kłótnia o budżet.
Bez budżetu oferta Platformy jest ewidentnie zbyt skromna, by była atrakcyjna dla PiSu - nawet, gdyby było jasne, że Lepper upadnie i to w taki sposób, że zachwieje to większością sejmową. PiS wolałby pewnie dociągnąć do wyborów z rządem mniejszościowym, zachowując dla siebie całą chwałę za pozbycie się SO z koalicji.
Z budżetem zaś oferta PO staje się bardziej atrakcyjna tylko z prestiżowego punktu widzenia. Gdyby koalicja miała się rozpaść, PiS może w przyszłym roku rządzić w oparciu o budżet (a) nieuchwalony, czyli prowizorium równe projektowi rządu; (b) uchwalony przez PiS i resztę byłej koalicji, trzęsącej portkami przed skróceniem kadencji; (c) uchwalony przez PiS i PO. Wariant (c) jest poniekąd prestiżowy, ale praktycznie nie różni się od pozostałych.
Dla Platformy za to budżetowa oferta wydaje się samobójcza. W I czytaniu to PO najostrzej krytykowała projekt rządowy. Pomagając go uchwalić, uniemożliwiłaby sobie prowadzenie merytorycznej kampanii wyborczej. Chyba, że planuje tylko jedno hasło kampanijne: precz z rządami PiSu.
A jednak oferta budżetowa ma - obok zdeklarowanych przeciwników - także sporo zwolenników. Kolejny dowód, że prognozując wydarzenia na polskiej scenie nie da się rozumować logicznie, także gdy dotyczy to Platformy.
Inna sprawa, że przesłanie z nocnego konwentu PiSu wydaje się jasne - żadnych wcześniejszych wyborów. Oficjalna oferta PO raczej tego nie zmieni. Tylko po co premier odwoływał odlot do Wilna?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)