Mam małą satysfakcję. Wbrew większości mediów trzymałem się wczoraj wersji, że poparcie budżetu przez PO nie jest przesądzone, choć forsuje to Donald Tusk. Od godziny wiemy, że to nie poparcie, lecz warunkowe (jeśli nie pojawią się nieznośne poprawki) umożliwienie uchwalenia budżetu. Jest różnica? Jest.
Z punktu widzenia PO oczywiście, bo dla PiSu żadna - PiS nie potrzebuje ani platformerskiej pomocy, ani choćby umożliwiania, by mieć budżet. Obietnicy pomocy PO w zmianie konstytucji, by zamknąć skazanym drogę do parlamentu, PiS też nie potrzebuje, bo PO taką zmianę poprze także bez układu z PiSem w sprawie wyborów.
Sądzę, że PiS na wszelki wypadek kurtuazyjnie zapowie rozważenie oferty, ale jej całość nie wydaje się dla PiSu atrakcyjna. Widzi to także Ewa Milewicz z GW, czemu dała wyraz w TVN24 - ale zapytana, co powinien teraz zrobić premier, pojechała cytatem z Tuska: zdymisjonować Leppera i Giertycha. Chyba nie rozumiem takiego rozumowania i Jarosław Kaczyński pewnie też nie zrozumie.
Nadal jednak sądzę, że najbliższe dni i tygodnie mogą zmienić sytuację nieco na korzyść wcześniejszych wyborów. Samoobrona przeżywa ciężkie chwile, ale LPR gładko przetrwała niby-aferkę z działkowej imprezy. Pojawia się więc oto zarzut poważniejszy i dotyczący samej partii: defraudacji partyjnych, a więc częściowo publicznych (dotacje) pieniędzy...


Komentarze
Pokaż komentarze (3)