Mam wrażenie, że wirtualna impreza się udała - choć jej newsową osnową był temat tak nierozrywkowy, jak koniec SSS. Imprezarealna, u nas w domu, dobiega końca - dwoje imprezowiczów pojechało do domu, bo rano pracują, jeden (rockowy frontman) śpi, pozostałych troje debatuje słuchając najprymitywniejszych przejawów niegdysiejszego rocka symfonicznego, zwanego też progresywnym - Vangelisa.
W niektórych komentarzach pojawił się wątek właściwych i niewłaściwych sposobów spędzania czasu, gdy nadchodzi Saturday night. Odkąd pamiętam, jestem reporterem, a zatem to nie ja jestem panem mego czasu. Nie znam dnia ani godziny i rzadko mogę się wyluzować na tyle, by poimprezować bez żadnych zahamowań. Rzadko bywam więc zapraszany i jeśli już próbuję imprezować, to najczęściej u siebie, gdy nawiedzą nad przyjaciele mojej K.
Choć więc chyba odpowiadam znaczącej części elementów definicji wykształciucha - nie wiem, co on robi w sobotę wieczorem. Gdzie chadza, co pogryza, co popija, czego słucha, o czym gada? Napisz, proszę, także jeśli jesteś antywykształciuchem, głosujesz na Samoobronę lub PSL, a nawet, jeśli słuchasz Madonny. Wszystko zniosę :)
PS. Już dziś zapraszam na wirtualno-realną imprezę nocą z wtorku na środę. Brak związku z rocznicą stanu wojennego. Będzie karaoke na PS2, którą przynieść mają przyjaciele K. Pewnie, że to nie to samo, co w klubie gejowskim, do którego K. chadza z kumpelą terazwyjętą z życia towarzyskiego, bo we wrześniu urodziła. Gdy tam bywały, owa kumpela ruszała do mikrofonu i śpiewała Gdzie ci mężczyźni, co podobno sprawiało, że klientela klubu rozważała zmianę orientacji...


Komentarze
Pokaż komentarze (18)