Dr hab. Jan Sulmicki - kandydatem prezydenta na prezesa NBP. Nie ma co kryć: jestem zaskoczony. Na szcżęście nie tylko ja. Podejrzewam, że zaskoczony jest nawet Leszek Balcerowicz, który mniej więcej w chwili ogłaszania nominacji powinien rozpoczynać imprezę pożegnalną w jednym z warszawskich klubów.
Nie pierwszy to raz, gdy kandydatem na jedną z najważniejszych posad zostaje ktoś, o kim niemal nie słyszano. Ale mniejsza z tym. Sulmicki jest specjalistą od kryzysów walutowych, napisał m.in. książkę o wchodzeniu Polski do strefy euro w tym właśnie kontekście, trudno jednak było się spodziewać, że Lech Kaczyński wysunie kogoś, kto wbrew rządowi chciałby się do strefy euro spieszyć. Z tym więc też mniejsza.
Zastanawia mnie co innego. Nie chcę się uprzedzać do człowieka, ale dziwi mnie, że prezydent proponuje kogoś, kto osobiście i rodzinnie tkwił w ekonomii socjalizmu dużo silniej niż Balcerowicz. Otóż wśród swych różnych zajęć, Jan Sulmicki od 20 lat - zatem jeszcze w PRL - doradzał kolejnym prezesom NBP. Zaś Paweł Sulmicki, ojciec pana Jana, pracował w NBP już w latach 60. - niemal pół wieku temu...
Ach, nieważne. Zobaczymy, co powiedzą rynki, kiedy się już czegoś dowiedzą.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)