Krzysztof Leski Krzysztof Leski
65
BLOG

Kaczyński we Wrocławiu, Polska po ujście Łaby

Krzysztof Leski Krzysztof Leski Polityka Obserwuj notkę 29
Cytuję depeszę PAP z inauguracji oficjalnych obchodów rocznicy stanu wojennego we Wrocławiu: Wiedzieliśmy - powiedział prezydent - że to miasto, wtedy już od 35 lat znów polskie, stawia opór szczególnie potężny. Pamiętamy o tym wszyscy do dzisiaj - zapewnił Lech Kaczyński, dziękując związkowi zawodowemu Solidarność za inicjatywę zorganizowania głównych obchodów właśnie we Wrocławiu.

Rację ma. Siła i prężność wrocławskiego podziemia, determinacja tamtejszych związkowców - były zwłaszcza w 1982 przysłowiowe. Mogłem się temu przyjrzeć bliżej, gdy latem owego roku, na prośbę Władysława Frasyniuka, zostałem oddelegowany do Wrocławia, by wspomóc tamtejszy biuletyn podziemny Z dnia na dzień. Ba, miałem redakcję szkolić, ale Frasyniuk nie miał odwagi, by powiedzieć to swoim chłopakom. Jeśli pomnę, wszyscy mieli tytuły naukowe - jak nie magister, to doktor - więc nie dziwię się, że Władek bał się im wyznać, iż ten studencina z Warszawy ma ich czegoś nauczyć...

Tylko po co te wtrącone słowa - wtedy już od 35 lat znów polskie... Czy wolna w końcu Rzeczpospolita, będąca częścią Europy, w której nie grożą już rzmiany granic - musi pielęgnować mity o polskości Ziem "Odzyskanych"?

Nie chce mi się w środku nocy rozpoczynać długiej historycznej pogadanki. Powiem tylko, że rozumiem historiografię czasów zaborów - miała krzepić serca, a niekoniecznie mówić prawdę; od biedy rozumiem historyków II Rzeczpospolitej, i gotów jestem machnąć ręką na wyczyny niektórych z lat PRL.

Ale nie rozumiem, po co dziś udawać, że w X, XII czy XIV wieku w Szczecinie czy Wrocławiu mówiono po polsku. A i w Gdańsku polska kolonia, zainstalowana po inwazji Krzywoustego, nie była liczna. Trudno zaś budować polskość na ramionach innych Słowian, zawłaszczać dla Polski Łużyczan czy Wieletów. Jeśli mieliśmy z nimi coś wspólnego, to to, że pomogliśmy ich wymordować. Tak jak wspólnie z Krzyżakami wybiliśmy do nogi Jaćwingów.

Mit o polskości tych rejonów, w ślad za większością historyków, powtarzali i powtarzają jak mantrę politycy PRL i Trzecioczwartej RP, od lewej do prawej. Może w końcu wzbudzi to niepokój w Berlinie. Bo skoro tak, to prędzej czy później Warszawa dojdzie do logicznego wniosku, że należy nam się cały prawy brzeg Łaby. Aż do Hamburga. Wszak na jego przedmieściach, w Lüneburgu, odkryto wielką osadę słowiańską z IV bodaj wieku.

Prasa zachodnioniemiecka pisała o tym bez zahamowań. Prasa w NRD skrzętnie sprawę przemilczała. W PRL - także. Z kogo chcemy dziś czerpać wzory?

Salonowa lista prezentów Bawcie się dobrze ChęP: -3/6   ChęK: -3/6   ChęS: -3/6 . Półbojkotuję "lubczasopisma" Baby od chłopa nie odróżniacie! Protestuję przeciwko brakowi Freemana

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (29)

Inne tematy w dziale Polityka