Nie zamierzam, wzorem innych, wynosić się z Salonu24. Ale przyznaję, że z częścią czytelników coraz trudniej mi się porozumieć. Niedawny mój wpis o PiSowskiej wigilii, w którym próbowałem pokazać, że domniemani wrogowie mogą sobie razem pośpiewać, został przez wielu odebrany jako krytyka tego zjawiska. Jakie to słowa z owego postu, w którym słowniku języka polskiego zakwalifikowane są jako krytyka?
Dziś wracam do głosowań budżetowych, by opowiedzieć smutną historyjkę z morałem. W południe przed głosowaniami wystąpił Donald Tusk, by potępić PiSowską poprawkę, która zabiera 150 mln zł z funduszu stypendialnego, by zwiększyć wydatki na administrację, głównie na kancelarię prezydenta. Kilka godzin później poprawka przeszła głosami koalicji, a media zgodnie reloacjonowały ją słowami Tuska. Na portalach pojawiły się wpisy zrozpaczonych studentów pomstujących na rząd i PiS.
Wystarczyło zaś zajrzeć do protokołów z posiedzeń komisji finansów oraz do jej sprawozdania, by zauważyć, że to tylko prawie prawda. Mniej więcej taka, jak ta, że na Placu Czerwonym rozdają rowery.
Otóż po pierwsze, chodzi nie o "fundusz", lecz Narodowy Program Stypendialny - dziwny twór, z którego finansuje się wiele mądrzejszych i mniej mądrych celów. Głównie jednak stypendia dla uczniów - tych najzdolniejszych i tych najuboższych. Wynoszą one przeciętnie 40 zł miesięcznie.
Po drugie: gdy tylko rządowy projekt budżetu dotarł do Sejmu, komisja finansów dorzuciła na NPS 200 mln zł kosztem różnych innych wydatków, w tym na administrację. Rząd się zezłościł i wymusił na PiSie złożenie w II czytaniu poprawki, która miała to częściowo odkręcić.
Po trzecie, oto treść poprawki: ze 150 mln zł, do kancelarii prezydenta trafi 6 mln czyli 4%; do kancelarii premiera - 11 mln, do Krajowej Rady RTV - 15, do IPN - 16 mln. Ponad 2/3, bo 102 mln, poszło na obsługę długu publicznego.
Miotanie się posłów koalicji w tej sprawie jest głupawe, ale nie mniej głupawe okazują się zarzuty Tuska. I po co? Można rząd PiSu oskarżyć, że nie kiwa ręką, by zreformować chore finanse publiczne w skali makro. Szkoda zaś pary na historyjki średnio prawdziwe i jeszcze mniej istotne.
A dlaczego media poszły za Tuskiem? Cóż, większość oparła się na PAPie. Czy PAP to zrobił na złość PiSowi? Piotrek Skwieciński nagle zmienił orientację? Ależ skąd. Wyjaśnienie jest banalnie proste: odkąd dwa lata temu z PAPa do NBP odeszła Iza Świderek, nie ma już w PAPie nikogo, kto pod presją czasu byłby w stanie ogarnąć głosowania budżetowe. Ktoś, komu brak kompetencji, uderza przypadkowo, na oślep. Tu padło na PiS. Jutro na PO.
Większość mediów od piątku głosi, że Sejm dał 23 mln na program Zero Tolerancji. A nie, bo w jednej z poprawek skandalicznego bloku antyFUSowskiego dodał jeszcze 10. Razem 33 mln, co jednak przeszło niezauważone. Uprzejmie proszę o odpowiedź, czy to też spisek, a jeśli tak to pro- czy antygiertychowski?
35
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (7)