Znów o mediach raczej: to ich, a nie byłego premiera dotyczy tytuł. Po wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, iż Kazimierz Marcinkiewicz nie wejdzie do rządu, bo domagał się miejsca Zyty Gilowskiej - media już spekulują, kiedy pan Yes, Yes, Yes przejdzie do Platformy lub stworzy nową partię z Janem Rokitą.
Wiadomość nieoficjalna, że nie dla Marcinkiewicza PKN Orlen, każe ostrożniej podejść do pogłosek, że były premier przezimuje w jakiejś ważnej spółce skarbu państwa. Ale czy to powód, by pogłoski te odrzucać? Czy polskie życie polityczne jest naprawdę aż tak zinfantylizowane, że Marcinkiewicz ma się natychmiast obrazić na PiS, od którego nie dostał na Gwiazdkę nowej zabawki?
Daleki jestem od przekonania, że w 2009 r. Kaczyńscy i Marcinkiewicz pójdą razem do wyborów. Sporo ich różni merytorycznie, coraz więcej - personalnie. Ale pomysł, że K.M. już dziś znajdzie sobie nowe miejsce, jest równie realny jak ten, iż takie miejsce w zeszłym miesiącu miał sobie znaleźć Jan Rokita. Obaj muszą poleżeć w lodówce. Może za rok, a raczej latem 2008 coś się w ich życiu może wydarzyć...


Komentarze
Pokaż komentarze (4)