Związkowiec to nie funkcja. To nawet nie zawód. To dużo więcej - to charakter. Snując się dziś po ul. Brackiej między kolejnymi lajfami przyglądałem się związkowym bossom, od Solidarności po wszelkie Federacje, z PKP i spółek pokrewnych. Ich twarze wyrażały to, co widywałem choćby u górników: przekonanie o swej racji. Gdy kolejarze mówią, że chcą rozmawiać z rządem, znaczy to, że są gotowi usiąść, przedstawić ponownie swoje żądania i poczekać, aż zostaną zaakceptowane.
Kolejarskie związki są gotowe dyskutować oemeryturach pomostowych, ale tylko dla zatrudnionych po 1 stycznia 1999, czyli po wejściu w życie reformy emerytalnej. Inni mają przechodzić na wcześniejsze emerytury na obecnych zasadach i od przyjęcia przez rząd tej opcji zerowej kolejarze uzależniają podjęcie rozmów o pomostówkach.
Pod ministerstwem pracy czekali na Annę Kalatę. Ta spóźniała się, bo utknęła w korku w Al. Ujazdowskich, wywołanym przez... demonstrację kolejarzy. - Czekamy jeszcze 5 minut, a potem podejmiemy inne działania - grzmiał lider demonstrantów. Gdy jednak Kalata dotarła, zmiękł, choć konkretów zabrakło. - Człowiek jest dla mnie najważniejszy - zapewniała Kalata i obiecała, że do końca stycznia przedstawi założenia nowych rozwiązań. Liderzy związkowi zaapelowali o rozejście się, bo tym razem wyraźnie nie chcieli rozróby. Ale też ostrzegli, że to ostatnia pokojowa manifestacja.
Wg sondaży 3/4 Polaków jest za wcześniejszymi bądź pomostowymi emeryturami dla pracujących w trudnych warunkach. Ale 2/3 nie chce za to płacić - żąda, by te świadczenia finansowane były nie z budżetu, lecz wyższych składek emerytalnych samych zainteresowanych. Sytuacja FUSu jest zresztą taka, że za jakiś czas nie będzie kasy ani na zwykłe emerytury, ani te dla uprzywilejowanych...
Rząd nie ma dobrego wyjścia. Wie, że musi anulować zeszłoroczną ustawę, która utrzymuje przywileje górnicze. Ale nie wie, jak to zrobić. Wie, że ustępstwo wobec kolejarzy pociągnie za sobą żądania tuzina kolejnych branż. Ale wyborcze poparcie tych branż wydaje mu się bardziej wymierne niż zdanie owych 2/3 Polaków.
Pod jednym względem rząd na pewno poważnie potraktował już dzisiejszą demonstrację. Z Brackiej mój zakład posłał mnie znów w Al. Ujazdowskie, pod gmach rządu. Siły policyjne zgromadzone w rejonie ministerstwa pracy wracały tędy do bazy w Piasecznie. Przez pół godziny naliczyłem ponad sto suk (przepraszam, furgonetek marki VW Transporter), kilka okratowanych autobusów i trzy armatki wodne.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)