Miałem nadzieję na jakąś zabawną ploteczkę, może coś o małpie w czerwonym, i parę fajnych zdjęć. Inaczej chyba nie poszedłbym na spotkanie wigilijne u prezydenta RP - jeszcze nigdy na takowym nie byłem. OK, poszedłem, bo mi zakład kazał.
Lajfowanie na temat spotkania wigilijnego nie należy do moich ulubionych czynności, ale dziś wkurzyłem się podwójnie. Gdy tylko skończyła się część oficjalna, zaczął się "Kurier", a realizator chciał, bym natychmiast stanął przed kamerą i dzierżył mikrofon gotów do strzału. I tak stałem prawie 20 minut, bo wejście miałem na samym końcu. Tymczasem Lech Kaczyński zdążył obejść zgromadzonych i zniknął z pola widzenia, a dziennikarska brać przeniosła się do sąsiedniej sali, do suto zastawionych stołów.
W związku z powyższym natychmiast zachciało mi się spać. Uczucie to towarzyszy mi niemal bez przerwy od kilku dni. Może to brak wielkich wydarzeń, może ciśnienie, a może wszystko przez te ciemności na świecie...
PS. Z powodu powyższego opuściłem się też w odpowiadaniu na komentarze, za co przepraszam...


Komentarze
Pokaż komentarze (3)