Musiałem pogrzebać w planie Warszawy, bo adres Ostroroga 35 nic mi nie mówił. Tam - w warszawskiej siedzibie żandarmerii wojskowej - prezydent Lech Kaczyński miał dziś w południe powitać 130-osobowy kontyngent, który wrócił z Konga. Demokratycznej Republiki, by byc dokładniejszym. W ramach misji UE, wspomagającej misję ONZ, nasi żandarmi pilnowali, by udało się przeprowadzić wybory parlamentarne i prezydenckie.
Konferansjerka jeszcze za kwadrans dwunasta zapowiadała przybycie prezydenta. O 11.50 zmieniła zdanie: oświadczyła, że uroczystośc rozpocznie się, gdy przybędzie minister obrony. Wyjaśnień zabrakło. Szef kancelarii prezydenta Aleksander Szczygło dał mi do zrozumienia, że prezydenta wcale miało nie być i tylko MON sobie coś ubzdurało. MON twierdzi, że to efekt bałaganu na Krakowskim Przedmieściu.
Sprawa duperelna, ale nieco symboliczna. O polskich misjach coraz głośniej. Może nie o tej, a szkoda, bo wydaje się być udaną - wybory w Kongu się odbyły, prezydent i parlament urzędują, choć konia z rzędem temu, kto przewidzi, ile to potrwa. Gorzej z przedłużoną właśnie misją w Iraku - jej skuteczność wydaje się zauważalna tylko w pobliżu baz sojuszniczych, a im dalej od nich, tym mniejsza władza administracji.
Nasi żołnierze tkwią jeszcze w Libanie w ramach misji, której założeń ONZ nie zmienia od 20 lat, a które dawno straciły związek z rzeczywistością. Tam gdzie teraz są, z tymi uprawnieniami, jakie mają, wojacy ONZ mogą sobie tkwić do woli i bez żadnego efektu. Jest wreszcie misja bośniacka, która wydaje się wygasać w naturalny sposób. Na horyzoncie, i to bliskim, wyjazd 1300 Polaków do Afganistanu.
Prezydent się nie pojawił, czym zapewne rozczarował i żandarmów, i ich rodziny. Minister Radek Sikorski, na pierwszy rzut oka śmiertelnie zmęczony i nadający się jedynie do wysłania na przymusowy urlop, wygłosił kilkanaście zdań kilkakrotnie okraszonych przypadkami odmowy współpracy narządu mowy z ośrodkiem sterowania. Nie lubię tematów trepowych i niczego, co nosi mundury, ale skoro już musiałem tam być, to bym to sobie trochę inaczej wyobrażał.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)