...których sobie nie umiałem wyobrazić - a jednak... Oto nasz średniometrażowy przedpokój, w nim dziewczyna. Zakłada kurtkę, potem czapkę z daszkiem - i przez dobre pół minuty pieczołowicie poprawia czapkę i włosy przed lustrem. Gotowe. Teraz wychodzi. Sama. Na ciemny balkon. Na papierosa.
Jak to u dwojga palaczy, palić u nas nie wolno. Nie ma wyjątków. Tylko balkon, bez względu na pogodę. Aż dziw, że wciąż miewamy sporo palących gości.
Dziś znów u nas impreza. Oczywiście pośmiewiskiem nie jest wspomniana kumpela K. (zresztą też K :), lecz ja. I to nie z powodu mej antyskłonności do alkoholu. Bo wbrew domysłom co poniektórych bywalców Salonu24 pijam tyle, co kot napłakał, a dziś od początku imprezy męczę jedno piwo. Może i je skończę, a może nie.
Mam tak, że starczy mi cień okazji, by się upaćkać. Gdy np. po paru godzinach stójki pod kancelarią premiera, pół godziny przed kolejnym lajfem wpadam zgłodniały do podziemia Na Rozdrożu po kebaba, to z prawdopodobieństwem 0.996 można przyjąć, że 5 minut przed lajfem gorączkowo próbuję wycierać serwetką liczne ślady żarełka po obu stronach kołnierzyka i ewentualnie za uszami.
Podczas tej imprezy dałem się skusić na jajeczko w majonezie. Pierwszy kawałek - bez strat. Drugi: bęc! Lewa poła koszuli upaćkana. Lewa nogawka spodni upaćkana. Podłoga koło lewej nogi upaćkana. Chociaż skarpetka czysta, mamroczę. N., kumpela K., spogląda pod stół i zaprzecza. Fakt, upaćkałem i skarpetkę. Ale prawą.
Na dodatek będzie afera. Wieża w saloniku odmówiła czytania nawet własnoręcznie nagrywanych CD (oryginały odrzucała od dawna). Obok zaś jest pokoik córy, więc puściliśmy muzykę na jej kompie. No i sfajczyliśmy procka, albo płytę główną, albo jedno i drugie. Córa wraca za 18 godzin. Straszny bywa gniew 12-latki.
Jak nie FedEx, to Idea. Albo jajeczko w majonezie, albo przegrzane Pentium.
PS. K. zaleciła, abym tym razem nie pisał szczegółowo, co stało i stoi na stole :)


Komentarze
Pokaż komentarze (2)