Ot, czepiam się, tak jak to przyczepiło się do drzwi warszawskiej Archikatedry. Wisiało tam dziś przez niemal cały dzień, godzinę po zmroku zostało zdarte. Powiesiłem tutaj, bo szkoda cytować czy tym bardziej OCeeRować1).
Ten ton, styl, frazy i nawet błędy znam od lat. W 1981 byłem jednym z "bohaterów" podobnej ulotki i w podobnym towarzystwie. Tyle, że wtedy uważaliśmy to za dzieło SB - druk był zbyt dobry na podziemną czy nawet związkową poligrafię. Ale kto wie...
Nie przeraża mnie zanadto istnienie oszołomów, którzy drukują takie rzeczy. Myślę też, że proboszczowie mają co robić i trudno wymagać, by w kółko sprawdzali, co i kto im powiesił na framudze drzwi kościoła.
Dziś jednak, z racji jutrzejszego ingresu, przez drzwi katedry przewijały się tłumy ludzi. Może co piąty - w sutannie. Przez tyle godzin nikt nie zauważył (?) ani tego świstka, ani wiszącej niżej reklamy prywatnego biura podróży. Bardzo to drobny, ale IMHO kolejny, obok reakcji na sprawę Wielgusa, symptom kryzysu polskiego kościoła.
(1). OCR: Optical Character Recognition. Potocznie także program służący do tego, czyli do"odczytania" tekstu z obrazka i przetworzenia go na plik tekstowy, który można redagować w edytorze tekstu. Tylko jak to jest po polsku?!


Komentarze
Pokaż komentarze (8)