Sejm powinien jutro wybrać członków nowej komisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia projektów tworzących program Solidarne Państwo. Ale raczej nie wybierze.
PiS uparł się, że tylko komisja nadzwyczajna pchnie sprawy szybko naprzód. PO zaś głosiła, że na program składać się mają projekty z tak różnych dziedzin, iż powierzenie ich jednej komisji grozi seryjną produkcją bubli legislacyjnych - pownny zatem trafiać do odpowiednich komisji branżowych.
Miesiąc temu koalicja przeforsowała uchwałę o komisji. Formalnie komisja została tym samym powołana. Pozostało tylko wypełnić ją materiałem ludzkim, w tym wypadku - poselskim. PO wszakże zaparła się, że kandydatów nie zgłosi. Uchwała zaś stanowi, że w komisji obowiązuje parytet, a PO ma obsadzić 13 z 45 miejsc. Bez platformersów zachowanie parytetu okazało się tak trudne, że wg nieoficjalnych jeszcze informacji marszałek ma jutro rano ogłosić, iż wybór członków komisji odwołuje, a tryb procedowania z ustawami solidarnymi zostanie przemyślany ponownie.
Pięknie - ale wszak uchwała z 14 grudnia istnieje i obowiązuje. Czy trzeba ją uchylić, czy też może formalnie istnieć komisja nie wypełniona ciałem? Mój prawniczy instynkt zawodzi. Pomożecie? Już słyszę ten chór wołający w odpowiedzi: - Ssss... ;)


Komentarze
Pokaż komentarze (3)