OK, OK, prawie żartuję. Wydaje się, że pan prezydent przemawiając na dorocznym spotkaniu z korpusem dyplomatycznym pomylił Irak z Iranem. Ale pewien nie jestem, bo ten fragment był tak ogólnikowy, że od biedy mogło chodzić i o Iran. Jeśli zaś chodziło o Irak, to Lech Kaczyński raczej się po prostu przejęzyczył. Cóż, i tak się to pewnie będzie za nim wlokło, tak jak słynna flaga czeska zamiast rosyjskiej. Faux pas oczywiste, ale przecież kancelaria nie pomyliła flag, tylko kolejność wizyt: tego dnia prezydent spotykał się najpierw z Czechem, a potem z Rosjaninem, lub odwrotnie :)
Ciekawe były dwa fragmenty: początkowy o Unii, oraz rosyjski. Prezydent oświadczył, że idea współpracy, przyświecająca Unii Europejskiej, dała kontynentowi najdłuższy w dziejach okres pokoju i zastąpiła równowagę sił. To chyba najbardziej prounijny akcent w dziejach braci Kaczyńskich. O Rosji powiedział, że jego słowa sprzed roku - o nadziei na poprawę stosunków - pozostają aktualne, bo nic się nie zmieniło. Znamienne, że nie było rosyjskiego ambasadora, a tylko chargé d'affairès, choć na noworoczne przyjęcie - obyczaj wywodzący się wprost z dworów królewskich - w miarę możliwości zjeżdżają osobiście z Berlina czy Londynu ambasadorowie mniejszych państw, mający w swej pieczy pół Europy.
Prezydent mówił bez kartki, niezbyt porywająco, ale swobodnie. Wyraźnie uczy się. Ja zresztą też. Dopiero dziś dowiedziałem się, że Watykan na wielu dworach wywalczył sobie już 200 lat temu, iż nuncjusz jest z definicji dziekanem korpusu. Zaraz po abp. Kowalczyku wmaszerował poseł Korei Kimowej, najstarszy stażem, bo podobno tkwi tu już od lat 70. ubiegłego stulecia... No i najważniejsze: śmiałem mniemać, że znam polityczną geografię, ale dopiero dziś usłyszałem, że kraj ze stolicą w Montevideo nazywa się Wschodnia Republika Urugwaju. I już nawet wiem, dlaczego :)


Komentarze
Pokaż komentarze (9)