Krzysztof Leski Krzysztof Leski
43
BLOG

Nie, nie, nie dam się złamać - mam wychodne :)

Krzysztof Leski Krzysztof Leski Polityka Obserwuj notkę 10

Czyli wolne. Odpoczywam. Leżę do góry brzuchem. Dziś wylegiwałem się za kierownicą w drodze do i z Ikei, bo córunia uznała, że białe zasłony, które wybłagała rok temu, są do niczego i teraz chce grube i ciemne. Oraz nowy regał na jej rozliczne podręczniki do VI klasy podstawówki niezbędny jej jest absolutnie natychmiast.

Kabaty-Janki-Kabaty przez Magdalenkę to jednak lepsze od zajmowania się HGW. Postanowiłem, że twardy będę - nie przebiję się przez paragrafy, póki nie będę musiał. Wzywany byłem w komentarzach do ostatnich postów, by to uczynić, ale nie dam się złamać. Może ktoś inny mi to gdzieś jasno i zbiorczo wyłoży. Na razie nie wyłożył.

Oczywiście posiadam jakieś wrażenia. Są one zgrubsza takie, że litera prawa została złamana i HGW prezydentem stolicy nie jest. Intencja ustawodawcy była zdaje się inna, powtórka wyborów pachnie paranoją. I co z tego? IMHO - nic. Aż smutno, że trzeba powtarzać, iż wyjątków od prawa - nawet złego, wewnętrznie sprzecznego, czynić nie wolno. Jestem przerażony słysząc, że prof. Michał Kulesza, którego szanuję ogromnie, powiada, iż to nieistotne naruszenie prawa powinno być HGW darowane. Natomiast argumentacja pani rzecznik HGW, iż wojewoda czepiając się HGW usiłuje odwrócić uwagę od własnych problemów z prawem, byłaby niezłym dowcipem, gdyby w ogóle nim była.

Z trzeciej, a może nawet czwartej strony, zastanawiam się nad przypadkiem pana wojewody. Wszak kiedyś złamał prawo: na drodze publicznej prowadził pojazd pod wpływem alkoholu... Tzn. w przedziale 0.2-0.5 promila. Ktoś, kto łamał prawo, nie powinien chyba sięgać po ministerialną tekę. A wojewoda to ranga ministerialna.

I tu mam kłopot: nie umiem tego potępić. Okazuje się, że sam też dzielę naruszenia prawa na poważne, mniej poważne i nieistotne. Choć więc w nowym kodeksie chodnik to pełnoprawna część drogi publicznej, a rower to pojazd jak każdy inny - patrzę z przymrużeniem oka na pedałowanie po chodniku po jednym piwie.

Mam kumpla. Chłopak młody, ale już świetny dziennikarz. Jeszcze nie wypłynął, ale jego czas nadchodzi. W zeszłym roku wybrał się rowerem do monopolowego na rogu Al. Solidarności i ks. Popiełuszki, a był już po piwie. Straż miejska poprosiła go o dokumenty, a on zapragnął uciec. Depnął, zerwał łańcuch, runął na trotuar (ważne miejsce w życiu każdego dziennikarza) i złapany na gorącym uczynku trafił pod sąd grodzki z wiadomym skutkiem. Miałobyż to złamać mu karierę?

Co tu zresztą ukrywać - nie mogę potępić sam siebie :) Przed laty odbywała się pod Warszawą doroczna, kultowa impreza Fidonetu w Spalonej. Miałem pilną robotę, nie mogłem balować. O ósmej wypiłem jedno piwo i siadłem do komputera. Siedem godzin później pojechałem po imprezowiczów. Alkomat wykazał 0.31 promila. Był chyba przełom kwietnia i maja. Przez następne pół roku przepedałowałem na rowerze górskim 5,5 tys. km i wówczas wywalczyłem, że Kancelaria Sejmu postawiła przy tylnym (tzw. senackim) wejściu stojak na rowery. Always look at the bright...

Salonowa lista prezentów Bawcie się dobrze ChęP: -3/6   ChęK: -3/6   ChęS: -3/6 . Półbojkotuję "lubczasopisma" Baby od chłopa nie odróżniacie! Protestuję przeciwko brakowi Freemana

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka