Andrzej Lepper stanowczo zaprzeczył, jakoby zlecił w Niemczech, lub gdziekolwiek indziej, prywatne porównanie DNA swego i córki Anety Krawczyk. Zaprzeczył dwa razy, potem się znudził. Wieczorem nie przyszedł już do Sejmu, najwyraźniej by nie odpowiadać na kolejne pytania w tej sprawie - choć to przez niego mogło zabraknąć quorum niezbędnego do wypełnienia ciałem komisji ds. Solidarnego Państwa.
Lepper nie wyglądał jednak wcześniej na spiętego jak chociażby tydzień temu. Jego przyboczni także na luzie wyśmiewali plotki. Coś sprawia, że daję im wiarę. Natomiast plotka, która dotarła do mnie z tych okolic, sprawia, że nie wiem, co myśleć.
Głosi ona, że Lepper sam badań nie robił, ale już wie na pewno, że nie jest ojcem. Skąd? Ano jakoby od... ABW. Po pogłoskach, że Agencja dyskretnie pobrała próbkę śliny szefa Samoobrony, partia zażądała wyjaśnień. I jakoby uzyskała coś na kształt potwierdzenia, przeprosin i dodatkowo informacji o wyniku badania.
Gdyby chodziło o czołową postać PO lub PiSu, mielibyśmy już pewnie w Sejmie dwie komisje śledcze, a w mediach transmisje na żywo. Ale Lepper jest... Lepperem. Więc jest cisza, która każe szukać odpowiedzi na pytanie: jeśli to prawda - wykluczyć tego nie umiem - to dlaczego Samoobrona nie podnosi alarmu? Jedyne wyjaśnienie, które przychodzi mi na myśl, jest takie, że Lepper zyskuje kontrhaka na PiS, ale użyje go, gdy zagrozi mu pójście w odstawkę.
Sam na pewno sprawy nie zbadam, bo nie jestem śledczym. Czuję jednak jakiś niepokój. Lepper nie jest mężem stanu z mojej bajki, ale jeśli ABW zrobiła to, co przypisuje jej plotka, to popełniła ciężkie przestępstwo, którego waga nie zależy od stopnia szacunku, jakim cieszy się tego przestępstwa ofiara.


Komentarze
Pokaż komentarze (24)