Odniosłem dziś niewątpliwy sukces. Spotkawszy nareszcie pana premiera zapytałem, co miał na myśli we wtorkowej wypowiedzi o dodatkach dla emerytów. Pytanie zaopatrzyłem w krótki opis stanu IMHO faktycznego. Ku memu zaskoczeniu Jarosław Kaczyński nie przyjął postawy obronnej, lecz oświadczył, iż był pewien słuszności swoich wywodów, ale wobec mojej krytyki raz jeszcze sprawdzi, jak jest.
Zabawnie będzie, jeśli okaże się, że to on miał rację - bo np. to, co wisi na stronie Sejmu jako tekst jednolity obecnej ustawy - jest nieaktualne. Wyjdę na idiotę, ale w końcu każdemu może się zdarzyć. Na razie wszakże trzymam się swojej wersji.
Pytałem też o raport o WSI, ale premier odparł, że go nie zna, bo ani prezydent, ani marszałek Sejmu nie dali mu przeczytać. Tu zrobiło mi się go żal, ale z drugiej strony ja też nie czytałem. Wiem zgrubsza tyle, co z reportażu Grzesia Górnego. Czyli trochę.
Pewnie nie uniknę powrotu do tematu WSI, ale nie dziś, bo dzień miałem kiepski. Pod siedzibą PiSu stałem jakieś pięć godzin bezskutecznie przekonując swą redakcję, że na Radzie Politycznej PiSu nic się nie wydarzy. Zrazu byłem suchy, po godzinie przemokły mi buty, po kolejnej - skarpetki, aż w końcu drżałem z zimna, choć wyszło słońce. Dzień zakończyłem w ciepłym wprawdzie studio na Woronicza, ale ubrano mnie w różową koszulę. Oświadczam, że z dwojga złego wolę mokre skarpetki.


Komentarze
Pokaż komentarze (24)