Pan premier mógł był wybrać nieco mniej symboliczne okoliczności, w których można się poślizgnąć i złamać rękę. Jarosław Kaczyński uczynił to w Pałacu Prezydenckim, w drodze na mszę w pałacowej kaplicy. Choć tego rodzaju poczucie humoru jest mi w zasadzie obce, wyobrażam sobie, że natychmiast zaczną o tym krążyć liczne dowcipy.
Mnie zaś nie do śmiechu, bo choć rzecznik rządu zapewnia, że zajęcia pana premiera nie ucierpią, małe mam szanse na wyjaśnienie sprawy, o której pan premier cokolwiek bredził we wtorek, a którą w sobotę zobowiązał się przeanalizować ponownie.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)