W kilku komentarzach bywalców Salonu24 pobrzmiewa oburzenie, że w południe, gdy Jan Rokita przedstawiał w Sejmie swój program, dziennikarzy interesowała nie treść, lecz okoliczności, lista obecności i nieobecności itp. Sam Rokita wszakże nie wyglądał na zdziwionego. Musiał sobie doskonale zdawać sprawę, że tak właśnie zachowają się media, gdy on sam zagrał cokolwiek niekonwencjonalnie.
Mając posła Jana Śpiewaka po prawicy i senatora Jarosława Gowina u lewego boku (logiczniej byłoby odwrotnie ;) Rokita przyznał, że nie uzgadniał swego wystąpienia z szefem partii Donaldem Tuskiem ani z współautorami raportu, czyli rzecznikami-ministrami gabineru cieni. Nie spadłaby mu wszakże korona z głowy, gdyby dochował paru formalności. Tusk oczywiście by nie przyszedł, ale raczej by Rokicie występu nie zakazał i wzrosłaby szansa na poważne potraktowanie raportu przez całą PO, co wyszłoby Platformie tylko na dobre.
Prócz dziennikarzy był jednak tylko jeden zaproszony gość: poseł PiSu Tadeusz Cymański. Zaproszony lub raczej uproszony przez dziennikarzy, by w kompletnie pustym w niedzielę Sejmie służył za komentatora z przeciwnej strony barykady. Skomentował, owszem, z pozycji PiSowskich, ale - cóż za rozczarowanie - nie chciał ocenić Rokity z pozycji liderów PO. Tych trzeba więc było szukać po mieście. Wyrywani z niedzielnego odrętwienia zeznawali zgodnie, że się Rokita... wyrwał.


Komentarze
Pokaż komentarze (22)