Krzysztof Leski Krzysztof Leski
26
BLOG

VAT dla gmin? Budżet na 5 lat? Kupuję!

Krzysztof Leski Krzysztof Leski Polityka Obserwuj notkę 24

Nowy dzień i wszystko jasne. Donald Tusk głosu jeszcze nie zabrał, ale inni dostojnicy PO nie kryją, że Jan Rokita ich obraził przedstawiając swój plan dla Polski. Od dawna czyścili kolejarskie mundury, strzepywali pyłki, poprawiali epolety i polerowali lizaki, a tu jakiś Szwejk wylazł na peron i wzrasnął "Hotowe!".

Czas coś skrobnąć, bo kto ma czas na 339 stron tekstu? Przeżułem na razie część I - Rząd uczcziwy, skuteczny i tani - 80 stron. Odczucia mam mieszane, ale fragmenty brzmią nieźle. Większość propozycji wymaga zmian w konstytucji.

Wybory: zespół proponuje JOWy - ordynację większościową - jako jedyny sposób wyboru parlamentu i organów samorządu. Głosowanie ma trwać 2 dni (sobota- niedziela), także przez Internet. Kandydować nie mogliby skazani za przestępstwo umyślne, prócz naruszeń wolności słowa. Immunitet poselski - słyszymy o tym od lat - ma być ograniczony do spraw związanych wprost ze sprawowaniem mandatu.

Parlament straciłby część uprawnień. O organizacji administracji, zarządzaniu majątkiem państwa, wprowadzaniu dyrektyw UE i innych norm wydanych przez ciała międzynarodowe, którym Polska się podporządkowała - decydowałby rząd w rozporządzeniach. Sejm nie mógłby wprowadzać do ustaw poprawek bez ich analizy prawnej i budżetowej oraz opinii rządu. Tworzenie prawa koordynowałoby Narodowe Centrum Legislacji zamiast osobnych centrów w rządzie, Sejmie i Senacie.

Plan zakłada zniesienie wszelkich materialnych przywilejów władzy. Z jej poczuciem bezkarności walczyć ma prokurator lustracji majątkowej. Urzędnik nie mógłby przyjmować darowizn ponad 500 zł, rabatów itd., obracać papierami wartościowymi, przyjmować orderów. Zniknęłyby darmowe przejazdy i przeloty oraz służbowe auta - administracja musiałaby zdać się na outsourcing. Kodeks karny wprowadziłby podwyższone o połowę, w porównaniu ze zwykłymi ludźmi, górne granice kar dla urzędników, oraz nowe kategorie przestępstw - np. dopuszczenie do przedawnienia czynu.

Z konstytucji - a może także z rzeczywistości - miałyby zniknąć niepotrzebne instytucje: Rzecznik Praw Dziecka, Rada Bezpieczeństwa Narodowego, Krajowa Rada RTV. Drastycznie ograniczony byłby immunitet sędziowski i samorządy zawodowe - by nie mogły ograniczać wolności gospodarczej. Zniknęłyby konstytucyjne, ale fikcyjne gwarancje darmowej służby zdrowia i studiów, bo pierwsze uniemożliwiają wprowadzenie "racjonalnej odpłatności za świadczenia" i wymuszają leczenie "wg uznania", drugie blokują rozwój szkół wyższych.

Dalsza decentralizacja oznaczałaby umocnienie samorządu wojewódzkiego. Gospodarzem województwa byłby marszałek sejmiku, a odpolityczniony wojewoda - nie minister, lecz administrator - nadzorowałby zarządzanie kryzysowe itd. Wzrosłyby kompetencje wójtów. Na wzór administracji państwowej powstałby korpus samorządowej służby cywilnej, objęty podobnymi zasadami urzędniczej odpowiedzialności za decyzje. W sferze bezpieczeństwa wewnętrznego, prócz mnóstwa wodolejstwa, konkret ważny, choć nie nowy: samorządy dostałyby prawo dofinansowywania policji, a straż miejska/gminna, zwana w tekście pogardliwie "parkingowymi", zniknęłaby z pejzażu.

Całe polskie prawo ma być dostępne w Internecie za darmo, na koszt państwa. Plan nie podaje daty, ale zapowiada możliwość załatwienia przez sieć wszystkich spraw obywateli. Plan zakłada redukcję liczebności administracji, ale głosi, że część oszczędności trzeba przeznaczyć na podwyżki płac. Mogą one być niższe niż na porównywalnych stanowiskach w sektorze prywatnym - bo w zamian jest prestiż i większe bezpieczeństwo zatrudnienia - ale nie więcej niż o 20 do 50%.

Przezwyciężenie komunistycznej spuścizny polegać ma m.in. na likwidacji wszelkich przywilejów aparatu sprzed 1989, zwłaszcza emerytalnych.

Fragment o reformie finansów publicznych rozczarowuje ogólnikowością, choć jest radykalny w słowach. Zawiera jednak dwie, jak dla mnie, bomby. Budżet państwa ma być zadaniowy - np. nie na "funkcjonowanie danej instytucji", lecz na konkretne cele, i rysowany perspektywicznie. Rząd przesyłałby, a parlament zatwierdzał ramowy plan na 5 lat, coroczne budżety byłyby już tylko pochodną. Za realizację budżetu odpowiadałaby rzeczywiście decyzyjna kancelaria premiera, a nie resort finansów.

Wreszcie, uwaga: dochody samorządów byłyby częściowo uzależnione od wpływów z VAT na ich terenie. Wprawdzie wg planu "nie oznacza to w zasadzie zwiększenia tych dochodów" - ale dla mnie to kroczek w dobrym kierunku w jednej z najważniejszych spraw ustrojowych w RP.

Salonowa lista prezentów Bawcie się dobrze ChęP: -3/6   ChęK: -3/6   ChęS: -3/6 . Półbojkotuję "lubczasopisma" Baby od chłopa nie odróżniacie! Protestuję przeciwko brakowi Freemana

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (24)

Inne tematy w dziale Polityka