Nie znoszę oficjalnego, urzędowego języka - zwłaszcza w mediach. Stąd kłopot, jaki miałem z panem byłym już wojewodą mazowieckim. Teza, że w 1996 za oczko stracił prawo jazdy, byłaby cokolwiek nieprawdziwa. Utrata uprawnień do kierowania pojazdami nie bardzo chce mi natomiast przejść przez gardło.
Gdybym mógł, użyłbym frazy tytułowej, bo dość prawdziwa, a potoczna. Casus Wojciecha Dąbrowskiego dał mi do myślenia, a po przepytaniu Ludwika Dorna widzę, że rzecz jest ciekawa. Takich kierowców mogą być w Polsce grube tysiące!
Okazuje się, że migracja ze starego do nowego systemu komputerowego MSWiA nie objęła całości danych. Wszystko wskazuje na to, że punkty za wykroczenia drogowe z lat 1993-1999 poszły w zapomnienie. Ten, kto w owych latach zebrał oczko, ale nie stracił fizycznie prawka - np. nie oddał go mimo pisemnego wezwania z gminy - może jeździć nie bojąc się kontroli drogowej. W nowym rejestrze nie ma śladu jego starych punktów. Wszak Dorn potwierdził, że Dąbrowski w 2004 nie dostał duplikatu prawka tylko dlatego, iż urzędnicy odnaleźli u siebie kopię swego pisma do niego z 1996, z informacją o przekroczeniu oczka i z zaproszeniem na ponowny egzamin.
O żadnym przedawnieniu nie ma mowy, bo formalna utrata uprawnień nastąpiła w chwili osiągnięcia punktowej granicy. Państwo jest jednak bezradne i najpewniej już nic z tym nie zrobi. Media zresztą też - przynajmniej te elektroniczne wciąż milczą, bo w PAPie nic o sprawie nie ma. Może, jeśli rano rzecz przystępnie opisze jakaś gazeta, wydawcy w newsroomach uzupełnią grafiki.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)