Coś się kroiło od początku. Ludwik Dorn na swej konferencji w MSWiA zjawił się spóźniony kilka minut. Usiadł, rozejrzał się, napotkał mój wzrok i... tak już zostało.
Przez większość konferencji przemawiał do mnie, patrząc mi w oczy, choć siedziałem z boku. Jego oczy mówiły: Dawno się nie widzieliśmy, może zapomniałeś, o co chodzi w tym resorcie, ja ci wszystko wytłumaczę, tylko słuchaj uważnie.
Niby czułem, że planuje jakiś numerek - znam go prawie 30 lat i choć pewnie mało kto mi uwierzy, zapewniam, że ten facet ma niezłe, lekko złośliwe poczucie humoru, które jednak adresuje zwykle do dobrych znajomych. Ale mnie naprawdę interesował brak wykroczeń w rejestrze, więc zapytałem o skalę zjawiska, a potem pokusiło mnie o ewentualną odpowiedzialność urzędniczą. Myślałem, że może już sprawę badał.
Tu mnie miał. Uśmiechnął się szeroko, zapewne jak wtedy, gdy jako poseł opozycji o mało nie zabił się w Chorwacji na deskorolce (a może to była Słowenia?), podziękował za doniesienie, zapowiedział zbadanie sprawy i znów podziękował. Widziałem chwilę wahania - pewnie rozważał donos. Wybrał jednak ponownie doniesienie.
Nu, Ludek. Pagadi! Jeśli chcesz wysłać do wojska jakąś nową grupę zawodową, daj mi znać. Przejadę się po Tobie SUVem. Też publicznie. A potem znów będziemy kumplami i możesz sobie nawet dalej być wicepremierem u Kaczora.
PS. Pod wpływem komentarzy skłaniam się do sprostowania: nie deskorolka, lecz neowrotki czyli rolki :)


Komentarze
Pokaż komentarze (13)