W pubie, w którym przed laty zarabiałem na mój pierwszy w życiu kalkulator, wisiała sobie tabliczka z przypowiastką. Ta zapadła mi w pamięć na zawsze.
One day as I sat musing, sad and lonely and without a friend, a voice
came from out of the gloom and said: Cheer up, things could be worse.
So I cheered up, and sure enough things got worse.
Złościłem się świeżo, że Jerzy Osiatyński nie wyjaśnił rezygnacji w kluczowej chwili z udziału w Radzie Nadzorczej PKO BP SA. Masz ci los! Poparł mnie minister skarbu. Wojciech Jasiński ogłosił, że J.O. postąpił nieprofesjonalnie: rażąco naruszył art.31 kodeksu dobrych praktyk w spółkach publicznych.Odradza on takie decyzje, jeżeli (...) mogłoby to uniemożliwić terminowe podjęcie istotnej uchwały.
Przyganiał kocioł garnkowi: jeśli Osiatyński uznał, że trwanie w radzie byłoby sprzeczne z jego sumieniem, kodeks dobrych praktyk może się schować. Ale oto ciąg dalszy - J.O. odpowiedział: Nie chciałem się publicznie wypowiadać na temat przyczyn mojej rezygnacji, by nie szkodzić spółce i to jest wyraz mojego profesjonalizmu.
I zgaduj, w czym rzecz. Ktoś żądał, by Osiatyński poparł Kazimierza Marcinkiewicza na prezesa? Wątpię. Ktoś na zebraniach Rady notorycznie puszczał bąki? Wątpię. Wiem jedno: po kolejnym ruchu pana J.O. smród jest większy. Czyż to nie jest działanie na szkodę spółki? OK, przesadzam. Ale mi się nie podoba. Wolę już jednak nie wzywać Osiatyńskiego, by naprawił błąd. Things can get worse.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)