Krzysztof Leski Krzysztof Leski
52
BLOG

Jeszcze o niedoszłym lajfowaniu z cmentarza

Krzysztof Leski Krzysztof Leski Polityka Obserwuj notkę 7

Bomba wybuchła z opóźnieniem. W reakcji na mój stary post Adam Pietrasiewicz stawia mi tyle zarzutów, że aż strach odpowiadać, bo Jankesy pewnie wynajęły nie więcej niż 10 GB na hosting Salonu24. A jednak to zrobię.

Primo: zgodziłem się lajfować na pogrzebie Kapuścińskiego bez przygotowania. Parę razy już tu pisałem, ale powtórzę: mój pracodawca wymaga, ja wykonuję. Wyjątki: gdy narusza to moje poczucie godności lub zawodowej uczciwości. To nie był taki przypadek. Przypomnę też, że byłem bezrobotny przez 9 miesięcy roku 2006.

Secundo: TVP jest bogata, powinien był to robić ktoś inny. Myli Pan TVP3 z TVN24. Na razie Kurier ma w dni powszednie dwóch lajfujących reporterów (jeden od rana do ok. 16, drugi od południa do wieczora) w weekend jednego. Dzo dziś nie wiem, jakim to cudem nie musiałem w końcu jechać na ten pogrzeb.

Tertio: nie potrafię oprzeć się jednemu z grzechów głównych, jakim jest pycha. Pan pozwoli, że zacytowawszy - pozostawię to bez żadnego komentarza.

Wielu komentujących wyraziło solidarność z autorem postu, więc i im dedykuję tę odpowiedź. Natomiast Yosayan zauważył bezsens lajfowania z pogrzebu. Pisząc to jestem nielojalny wobec firmy, ale cóż, to,prawda: informacja z pogrzebu winna się ograniczyć do zacytowania wypowiedzi - wygłoszonych nad trumną i nie tylko - przez ludzi, którzy mają coś do powiedzenia o zmarłym.

Nadal nie widzę niczego złego w tym, że nie czuję się kompetenty, by sumować twórczość i życie Ryszarda Kapuścińskiego. Zwłaszcza, że choćbym znał ją świetnie, nie wiedziałbym, co o niej myśleć. Mowa nie o młodzieńczej fascynacji stalinizmem, lecz o reporterce wojennej. Dziwna to dziedzina dziennikarstwa i pełna złych pokus.

Dwa miesiące swego życia spędziłem na I Wojnie Zatokowej. Zwłaszcza na różnych jej peryferiach czułem, że mogę napisać niemal wszystko - nikt mnie nie sprawdzi. Ale także, że nie będę w stanie dowieść, iż takiej pokusie nie uległem.

Pisywałem stamtąd do The Daily Telegraph i Gazety Wyborczej. Czasem czysto newsowe teksty o tym, co widzieli wszyscy, czasem reportaże z miejsc, w których byłem sam lub niemal sam. Szczytem poczucia bezkarności były jednak trzy godziny spędzone nad reportażem z wiecu Palestyńczyków w Ammanie, którzy świętowali wokół podarowanych im przez Saddama fragmentów C-130 zestrzelonego nad Irakiem. Pisałem ten tekst dla Yedioth Ahronoth, największej izraelskiej gazety. Ukazał się na rozkładówce. Chyba, bo po hebrajsku, hm, nie czytam. Ktoś zapewnił mnie, że te znaczki na dole to moje imię i nazwisko, no i były zdjęcia z wiecu...

Słyszałem opowieść - nie mam pojęcia, czy prawdziwą - iż w latach 60. Kapuściński wytoczył proces o plagiat autorowi opowiadania. Ten jakoby bronił się, że po prostu oparł fabułę na prawdziwym wydarzeniu opisanym w reportażu - na co Kapuściński miał odrzec: Ale ja to wszystko wymyśliłem. Nie wyrokuję, nie oceniam, ale mam prawo podchodzić z rezerwą do wojennej reporterki zwłaszcza, że niestety trochę wiem o jej kulisach w wykonaniu niektórych światowych i polskich gwiazd.

Salonowa lista prezentów Bawcie się dobrze ChęP: -3/6   ChęK: -3/6   ChęS: -3/6 . Półbojkotuję "lubczasopisma" Baby od chłopa nie odróżniacie! Protestuję przeciwko brakowi Freemana

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka