Dzień zacząłem u ministra gospodarki, który świętował 70. rocznicę powstania COPu i na próżno wraz z dziennikarzami czekał na premiera. Potem zająłem się służbą zdrowia i tułałem się pod gmachem rządu, gdy news o Sikorskim przewiał nas 300 m na południe, pod siedzibę MON. Szkoda, bo wbrew zgodnej opinii telemediów to nie dymisja Radka, lecz ratowanie szpitali jest newsem dnia, choć zamglonym.
Pisałem niedawno, co myślę o całej idei. Dziś więc o szczegółach. Tych aż nadto. Po rozmowie z premierem Zbigniew Religa oznajmił, że na ratunek ad hoc wyda 300 mln zł. Formuła: przejmowanie przez państwo części długów szpitali, bo na gotówce rękę kładą komornicy. Słynny szpital wrocławski dostać ma 30-40 mln. Potem, mówił Religa, rząd wesprze tylko konwersję długów (krótko- na długoterminowe) szpitali, które spełnią liczne warunki. Żadnych prezentów.
Wieczorem Religa spotkał się z Zytą Gilowską, po czym oboje zamącili, jak potrafili. Otóż jutro rząd przyjmie pierwsze decyzje o przejęciu długów, a wkrótce zmieni wieloletni, ustawowy program restrukturyzacji tak, by w tym roku wydać nie 300, lecz 700 mln zł. Wg pani wicepremier najpilniejsze długi szpitali, grożące egzekucją lada chwila, to ponad 2 mld zł, więc trzeba oszczędzać i prowadzić wyścig z czasem.
W perspektywie mamy zaś koszyk świadczeń, definicję sieci szpitali niezbędnych dla bezpieczeństwa zdrowotnego państwa i dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne dla zamożniejszych. Czyli plan, który uchwalić mogą tylko PiS i PO, bo SLD, PSL, LPR, Samoobrona i dietetyczni będą kłaść się Rejtanem i drzwi w Sejmie zabraknie.
Jasne jest jedno. Rząd chce dbać o nasze bezpieczeństwo zdrowotne, emerytalne, fizyczne, międzynarodowe itd. O bezpieczeństwie finansowym obywateli ani słowa.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)