W Sejmie są bodajże cztery oficjalne palarnie. Szklane klatki, kilka foteli i popielniczek, hałaśliwa wentylacja. Wszystkie położone daleko od centrów wydarzeń. Nic dziwnego, że palacze wydeptują własne ścieżki. Główna dzika palarnia znajduje się na końcu korytarza z gabinetami marszałka i wicemarszałków.
Tuż obok jest siedziba najbardziej palącego klubu Samoobrony i gabinet Andrzeja Leppera, więc przyjęło się, że pracownicy tychże codziennie zapewniają dzikiej palarni spodeczek lub jednorazowy kubek w połowie napełniony wodą. Dziś rano nawalili. Po pierwszym lajfie zapukałem i życzliwie wezwałem do uzupełnienia braków. Panie redaktorze, ale strasznie nas za to ścigają - padła odpowiedź.
Kiedyś nie baliście się blokować dróg, westchnąłem. Wybuchła mała krzątanina, po czym w dzikiej palarni pojawił się kubeczek i ruszyła dyskusja z cyklu Nic nie wiemy.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)