Był prokuratorem frontowym, potem ministerialnym, teraz bierze MSWiA. Widzi w tym nowe wyzwanie, bo na razie słabo się zna na policji czy straży pożarnej. Ale się nauczy, I wcale go nie interesuje, o co jego poprzednik pokłócił się z premierem.
Jako prokurator krajowy Janusz Kaczmarek budził mój szacunek. Konkretny, fachowy, wygadany. Do objęcia MSWiA przekonał go prezydent (dlaczego nie premier?) po długiej i szczerej rozmowie. Wcześniej Dorn mówił, że premier kazał mu zrobić coś nie do przyjęcia. Jarosław Kaczyński zapewnił, że nowy minister będzie musiał to coś zrobić. Gdy zapytałem Kaczmarka, czy naprawdę nie chce wiedzieć, co ma zrobić, czy tak bezgranicznie ufa premierowi, a Dornowi wcale - nominowany kwadrans wcześniej minister odparł, że to dla niego pytanie abstrakcyjne.
Minione dni to demonstracja premiera: ja tu rządzę, niech nikt w rządzie i partii nie czuje się pewny jutra. Michał Karnowski z Dziennika orzekł dziś, że Kaczyński widzi w ministrach jedynie narzędzia wykonujące jego polecenia. OK, Kaczmarek stara się wpasować w ten schemat. Nie jestem prawiczkiem, nie oczekuję, że polityk zawsze mówić będzie całą prawdę i tylko prawdę - byle nie kłamał. Chce nas przekonać? Gdy ściemnia, niech robi to z odrobiną klasy, by zabrzmiało wiarygodnie.
PS. Już wiecie, dlaczego Dorn upadł? Jarosław i Lech jedli kolację u Mamusi, po czym ona poszła zmywać. Wzięła do ręki plastikową butelkę, zerknęła na etykietę i mruknęła: Ludwik tego nie wyczyści...


Komentarze
Pokaż komentarze (19)