Wicepremier Andrzej Lepper prawdopodobnie został w poniedziałek ostro skarcony. Zapewne przez premiera. Jarosław Kaczyński nie wyciągnął jednak dalszych konsekwencji po urokliwej wizycie szefa Samoobrony w Moskwie.
Pod moim postem o dyplomatycznym skandalu pojawiły się między innymi komentarze dowodzące, że mogło to być sprytne zagranie uzgodnione z szefem rządu: co innego mówimy Amerykanom, co innego dajemy do zrozumienia Moskwie. Ostro z tą tezą walczyłem, ale po dwóch dniach ciszy wokół sprawy pomyślałem, że może istotnie rząd PiSu odrzuca wszystkie kanony dyplomacji.
Dziś na moje pytanie premier odpowiedział jednym zdaniem, ale jakże treściwym: Lepper miał [w Moskwie] bardzo niefortunną wypowiedź i na szczęście się z niej wycofał. Przypomnę: w poniedziałek rano, tuż po wyjściu od wiceszefa Rady Federacji Aleksandra Torszyna, Lepper cytowany przez Interfax sugerował zablokowanie, w drodze referendum, umieszczenia w Polsce tarczy antyrakietowej.
Parę godzin później w kolejnych wywiadach dla mediów rosyjskich już tego nie powtarzał. Ergo - była reprymenda. Ponieważ, o ile wiem, ambasada ani MSZ w tym nie uczestniczyły - Leppera beształ zapewne telefonicznie sam Kaczyński.
W politycznej makroskali niczego to nie zmienia. PiS nie rozstaje się z SO, premier Leppera broni, opozycja nie ma szans w jutrzejszym głosowaniu nad votum nieufności.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)