Znowu nam Niemiec nabroił. Tym razem Volker Schlöndorff swoim filmem Strajk. Prawie nikt go jeszcze nie widział, ale bitwa już trwa, a argumenty i tezy te same, co w sporze czy to o raport o WSI, czy o wyższość honoru Wałęsy nad honorem Kaczyńskich lub odwrotnie, czy to w nieśmiertelnej już wojnie PiS z PO.
Dobrym przykładem jest młócka pod ciekawym postem Jakuba Lubelskiego, choć i autorowi muszę wrzucić kamyk do ogródka. Pisze on: Młode dziennikarki miały ponoć pytać redaktora telewizji Puls kto to jest Andrzej Gwiazda? - i wydaje się twierdzić, że to efekt wychowania w zakłamanej rzeczywistości.
Wątpię. To raczej efekt czasu. Te same dziennikarki nie wiedzą zapewne, kto to Bujak, i nie wiedziałyby, kto zacz Borusewicz, gdyby ten nie był dziś marszałkiem. Kto potrafi dziś z głowy wymienić choć jednego bliskiego współpracownika Napoleona Bonaparte? Prawie nikt, nieprawdaż? Ilu młodych kibiców piłki, oglądających do znudzenia w TV bramki Grzegorza Lato, wie, że w pamiętnych latach 70. Polska miała znakomitą linię obrony, z Jerzym Gorgoniem i Władysławem Żmudą? Jakiż to układ wymazał z ludzkiej pamięci tylu wielkich ludzi? Ten układ nazywa się czas.
Autor dopomina się też o rozróżnienie na pismo ”Robotnik”, którego redakcja stanowiła praredakcję „Gazety Wyborczej”, od redagowanego przez Gwiazdów „Robotnika Wybrzeża”. Zdaje się tu kiełkować myśl, której autor nie wypowiada i być może wcale nie chciał, ale którą podchwytują po swojemu liczni komentujący: tak jak 27 lat temu, tak i dziś Gwiazda próbuje zwalczać układ, którego osią jest Wałęsa.
Gwiazdowie tymczasem powołali do życia Robotnika Wybrzeża, by więcej pisać o sprawach lokalnych. Równie entuzjastycznie kolportowali Robotnika. Podziały w latach 70. i 80. słabo przypominały dzisiejsze. Nawet spór opozycji "socjalnej" (KOR) z "narodową" (ROPCiO) luźno przekładał się na "Solidarność" 16 miesięcy karnawału 1980/81. Obok wielu pomniejszych, główna linia podziału była wtedy jasna.
Grupa Wałęsy stawiała na skuteczność i ostrożność. Rządzić twardą ręką w "Solidarności", stale próbować uszczknąć coś czerwonemu, najlepiej w negocjacjach, nawet nieoficjalnych, nawet poza wiedzą części władz związku, jak się nie da, zagrozić strajkiem, ale nie denerwować niepotrzebnie Moskwy. To Lech Wałęsa, Tadeusz Mazowiecki, Bronisław Geremek, Jarosław i Lech Kaczyńscy, Stefan Niesiołowski, Jerzy Kropiwnicki, ks. Henryk Jankowski, kolejni wysłannicy Episkopatu przy "S". Tej linii miało też obowiązek bronić powołane do życia przez Wałęsę Biuro Informacji Prasowej "S" - BIPS, które tworzyli m.in. Aram (Arkadiusz) Rybicki, Paweł Huelle, Andrzej Zarębski. Powołanie BIPSu było odpowiedzią na powstanie ASa, o którym za chwilę.
Antywałęsowcy nie mieli wyraźnego przywódcy. Idealistycznie żądali demokracji i jawności życia w Związku, protestowali przeciw nadużywaniu argumentu, że tego czy tamtego zrobić nie możemy, bo przyjdą ruskie. To Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk, Andrzej Gwiazda, Bogdan Lis, Jan Rulewski, Karol Modzelewski, Janusz Onyszkiewicz. Z tą grupą identyfikowała się z konieczności wiecznie skłócona z Wałęsą Anna Walentynowicz, tę grupę z zastrzeżeniami popierał Jacek Kuroń, a nawet Antoni Macierewicz. Z tą grupą utożsamiany był AS (Agencja "Solidarność"), niezależna agencja ogólnozwiązkowa powołana przez Bujaka przy Regionie Mazowsze - czyli Helena Łuczywo (oraz moja skromna osoba). Rzucam nazwiskami ważnymi dla czasów ówczesnych lub dzisiejszych, by pokazać, że nie ma to wiele wspólnego z dzisiejszymi podziałami.
Gwiazda oczywiście był głównym architektem strajku w Sierpniu. Wałęsa być nim nie mógł, bo sam nie wierzył w swój intelekt, a na zebraniach WZZ-ów bywał mało: notorycznie się spóźniał. Lechu sprawnie zrobił to, o co został poproszony, a wyszło z tego coś, czego żaden strateg trzy tygodnie wcześniej nie uważał za realne: wolne związki zawodowe, jedyne w sowietbloku. Za chwilę ujawnił się podział, o którym wyżej - najpierw poszło o kształt i nazwę pomnika 1970 r., potem o stosunek do "S" rolników, NZSu, strajk bydgoski itd.
Jednak w sprawie najważniejszej - statutu Związku - panowała jedność. Wszyscy byli za strukturą terytorialną i regionami. Czerwony świetnie wiedział, co to oznacza - de facto opozycję polityczną. Do końca walczył, by "S" miała strukturę branżową, jak każdy normalny związek zawodowy. Musiał się ugiąć. Czemuż żaden z rzekomych agentów w "S" nie bronił wtedy wersji branżowej? Genialny kamuflaż? Długo mógłbym snuć tę polemikę z wersją wszechmocnego i odwiecznego układu, ale nie o tym miał być ten post. Zarzucając mi pisanie bzdur proszę tylko zwrócić uwagę, że piszę o tym, co widziałem i słyszałem. Jako wysłannik ASa byłem na większości posiedzeń Krajowej Komisji Porozumiewawczej, jej prezydium - Jedenastki (zrazu jako jedyny dziennikarz), na zjeździe w 1981, a także na regionalnych zjazdach m.in. w Gdańsku.
Co stało się z gwiazdą Gwiazdy? Andrzej źle znosił spory z Wałęsą, ale IMHO nie umiał ich sobie racjonalizować. Bujak czy Frasyniuk wiedzieli, że do przodu można iść tylko z Lechem, choćby nawet w stanie wiecznej kłótni. Andrzej zdawał się wierzyć, że szarzy związkowcy powinni przyznać mu rację. Gdy zaś to się nie działo, zapadał się w sobie. U schyłku wiosny 1981 był już tylko cieniem samego siebie i już niestety zarabiał na opinię obsesjonata. Niekoniecznie na tle Wałęsy i agentury: pamiętam KKP z Gdańsku w maju 1981, gdy pod koniec obrad Gwiazda wstał i zażądał podjęcia uchwały wzywającej rząd do wydłużenia godzin otwarcia targowisk. Gruchnął śmiech, krajówka rozjechała się do domów, a zdruzgotany Gwiazda siedział w pustej sali. Przy całej mej dla niego sympatii i mimo złych emocji, jakie zawsze budził we mnie burkliwy i opryskliwy Wałęsa - nie miałem wtedy wątpliwości, kto z tej pary jest liderem walki z komunizmem. W której powodzenie zupełnie zresztą wtedy nie wierzyłem.
PS (21.15). Ciekawe, że większość komentujących, tu i gdzie indziej, widziało dyskusję o filmie w "Pulsie", ale bez echa przeszedł specjalny program TVN24 chyba z niedzieli, gdzie Borsuk siedział obok Gwiazdy i wcale się nie pogryźli :)


Komentarze
Pokaż komentarze (92)