Nie rozumiem, za co Jerzy Stępień chce stawiać min. Ziobro'ę przed Trybunałem Stanu. Nie rozumiem, po co zabierał głos w sprawie, w której szkoda strzępić języka. Mleko rozlało się, gdy pluton CBA, do złudzenia przypominający antyterrorystów, wyprowadzał ze szpitala MSWiA skutego dr. G., a wszystko to filmowały służbowe kamery, by film zaraz udostępnić mediom.
Myślałem, że ekipa Leszka Millera swoim Modrzejewski show skutecznie oduczyła następców stosowania takich metod. Mariusz Kamiński i Zbigniew Ziobro poszli jednak w te ślady. Skoro już powiedzieli Show, dukali dalej alfabet, w którym kolejne litery to C, B, A, i wreszcie K - od konferencji prasowej. Przemawiali tak dobitnie, że trochę dałem się nabrać. Używali sformułowań warunkowych, więc Stępnia zarzut, iż uchybili zasadzie domniemania niewinności, jest wątpliwy. Ale sądziłem, że dowody na coś więcej niż tylko przyjmowanie łapówek muszą być mocne.
Niestety obaj panowie nie przeprowadzili nawet wstępnego śledztwa we własnym rządzie: Zbigniew Religa zaraz zdystansował się od głównego zarzutu. Nieważne, czy w ostatnim akcie sąd orzeknie niewinny, czy winny brania łapówek - akt pierwszy z wejściem smoka do szpitala będzie i tak ni przypiął, ni przyłatał.
Szkoda. Gdy powstawało CBA, wątpiłem w jego wielką skuteczność, ale wbrew opozycji nie widziałem z nim zagrożeń (w rodzaju: zakłócą działanie innych służb). Może prócz jednego: że CBA będzie chciało jak najszybciej, na siłę, wykazać się wielkim sukcesem. Ale pamiętając Maria K. z czasów wspólnych studiów na historii jako faceta opanowanego, wręcz flegmatycznego i dobrodusznego - sądziłem, że to mało prawdopodobne. Teraz podejrzewam, że się myliłem.


Komentarze
Pokaż komentarze (28)