Rosnę jako ta prezerwatywa do rozmiarów Zeppelina. Proszę nie komplementować mnie dalej tak jak np. Tomasz Gontarz, bo pęknę. Wrodzona uczciwość każe mi jednak zaprzeczyć słowom kilku moich zwolenników, którzy w komentarzach dawali odpór tezie, że sie ten Leski wziął nie wiadomo skąd ;)
Otóż wbrew dającym się wyggoglować doniesieniom nie zagrałem w Ekstradycji. Było to tak: dawno, dawno temu twórcy epopei komisarza Halskiego (tego od banku, co to jak mówi, tak robi) wymyślili scenę konferencji prasowej. Dbając o realizm zaprosili sporo dziennikarzy znanych z newsów - pojawiających się w przebitkach relacji z konferencji czy z kularów Sejmu. Skusiili nas stawkami aktorskimi, choć zdawało się, że chodzi raczej o statystowanie. Ale to tylko się zdawało.
Zebrali nas w sali Interpressu, zrobili parę ujęć próbnych i jęli rodzielać role. Okazało się, że chcą, byśmy napadli na Halskiego jak kiedyś na Tymińskiego. Buntownicza natura kazała mi zaprostestować: jesteśmy od zadawania pytań, a nie od wyzywania policjanta, który snuje sensacyjne opowieści. Wraz z grupą podobnie myślących opuściłem plan, by nie brać udziału w ataku układu na zwalczającego ten układ Halskiego. Część została, scenę nagrano, ale kasę wypłacono wszystkim...
Jeśli szukacie dziennikarza-blogera z przeszłością aktorską, to może raczej Filip :) Choć gdy się głębiej zastanowię - mam przecież na koncie pokaźną karierę filmową!
W ogólniaku świeżo upieczony palacz potrzebuje kasy. Wraz z kumplami znaleźliśmy źródełko: Wytwórnię Filmów Dokumentalnych i Fabularnych przy Chełmskiej. Braliśmy co popadło, wagarowaliśmy, byle grać. Zaliczyłem dziesiątki występów w 07 zgłoś się, Polskich Drogach itp. W tych ostatnich musiałem zgolić wąsy i łeb i w krótkich spodenkach Hitlerjugend paradować w lutym po stacji Warszawa Praga, bo wg scenariusza był maj. W serialu z Borewiczem roboty było mniej, bo reżyser i kierownik produkcji nie mogli spotkać się na planie. Czekaliśmy grzecznie - statyści i Bronisław Cieślak, który miał status gwiazdy, ale o nic się nie kłócił. W Sejmie bywało odwrotnie.
Nie, nie byłem nadgorliwy, choć z Polskich Dróg w końcu wyleciałem, bo szef planu uznał, że mojej gęby na ekranie więcej niż Karola Strasburgera. Pamiętam dzień na przednówku - nie pomę, co to był za film - i zbiórkę w atelier na Polnej. Zaczęli nas przebierać: zaraz będą autobusy. Kumpla i mnie coś tkneło: ustawiliśmy się na końcu kolejki. Gdyśmy się przebrali, trzy autobusy właśnie odjeżdżały, a czwarty, jak było do przewidzenia, zepsuł się. W południe puścili nas do domu płacąc po 150 zł. Ci z planu, gdzieś pod Siedlcami, wrócili zmarznięci i głodni o północy kasując po 200 :)
Doświadczenia mam tedy liczne i wszechstronne. Wnoszę o przyznanie mi Oskara za całokształt, uwzględniając mój dorobek reżyserski i operatorski: zrealizowałem m.in. godzinny film pt. "Roczna Basia na spacerze". Jak trzeba, podmontuję.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)