Krzysztof Leski Krzysztof Leski
46
BLOG

Nie zagrałem w Ekstradycji

Krzysztof Leski Krzysztof Leski Polityka Obserwuj notkę 11

Rosnę jako ta prezerwatywa do rozmiarów Zeppelina. Proszę nie komplementować mnie dalej tak jak np. Tomasz Gontarz, bo pęknę. Wrodzona uczciwość każe mi jednak zaprzeczyć słowom kilku moich zwolenników, którzy w komentarzach dawali odpór tezie, że sie ten Leski wziął nie wiadomo skąd ;)

Otóż wbrew dającym się wyggoglować doniesieniom nie zagrałem w Ekstradycji. Było to tak: dawno, dawno temu twórcy epopei komisarza Halskiego (tego od banku, co to jak mówi, tak robi) wymyślili scenę konferencji prasowej. Dbając o realizm zaprosili sporo dziennikarzy znanych z newsów - pojawiających się w przebitkach relacji z konferencji czy z kularów Sejmu. Skusiili nas stawkami aktorskimi, choć zdawało się, że chodzi raczej o statystowanie. Ale to tylko się zdawało.

Zebrali nas w sali Interpressu, zrobili parę ujęć próbnych i jęli rodzielać role. Okazało się, że chcą, byśmy napadli na Halskiego jak kiedyś na Tymińskiego. Buntownicza natura kazała mi zaprostestować: jesteśmy od zadawania pytań, a nie od wyzywania policjanta, który snuje sensacyjne opowieści. Wraz z grupą podobnie myślących opuściłem plan, by nie brać udziału w ataku układu na zwalczającego ten układ Halskiego. Część została, scenę nagrano, ale kasę wypłacono wszystkim...

Jeśli szukacie dziennikarza-blogera z przeszłością aktorską, to może raczej Filip :) Choć gdy się głębiej zastanowię - mam przecież na koncie pokaźną karierę filmową!

W ogólniaku świeżo upieczony palacz potrzebuje kasy. Wraz z kumplami znaleźliśmy źródełko: Wytwórnię Filmów Dokumentalnych i Fabularnych przy Chełmskiej. Braliśmy co popadło, wagarowaliśmy, byle grać. Zaliczyłem dziesiątki występów w 07 zgłoś się, Polskich Drogach itp. W tych ostatnich musiałem zgolić wąsy i łeb i w krótkich spodenkach Hitlerjugend paradować w lutym po stacji Warszawa Praga, bo wg scenariusza był maj. W serialu z Borewiczem roboty było mniej, bo reżyser i kierownik produkcji nie mogli spotkać się na planie. Czekaliśmy grzecznie - statyści i Bronisław Cieślak, który miał status gwiazdy, ale o nic się nie kłócił. W Sejmie bywało odwrotnie.

Nie, nie byłem nadgorliwy, choć z Polskich Dróg w końcu wyleciałem, bo szef planu uznał, że mojej gęby na ekranie więcej niż Karola Strasburgera. Pamiętam dzień na przednówku - nie pomę, co to był za film - i zbiórkę w atelier na Polnej. Zaczęli nas przebierać: zaraz będą autobusy. Kumpla i mnie coś tkneło: ustawiliśmy się na końcu kolejki. Gdyśmy się przebrali, trzy autobusy właśnie odjeżdżały, a czwarty, jak było do przewidzenia, zepsuł się. W południe puścili nas do domu płacąc po 150 zł. Ci z planu, gdzieś pod Siedlcami, wrócili zmarznięci i głodni o północy kasując po 200 :)

Doświadczenia mam tedy liczne i wszechstronne. Wnoszę o przyznanie mi Oskara za całokształt, uwzględniając mój dorobek reżyserski i operatorski: zrealizowałem m.in. godzinny film pt. "Roczna Basia na spacerze". Jak trzeba, podmontuję.

Salonowa lista prezentów Bawcie się dobrze ChęP: -3/6   ChęK: -3/6   ChęS: -3/6 . Półbojkotuję "lubczasopisma" Baby od chłopa nie odróżniacie! Protestuję przeciwko brakowi Freemana

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka