Nie wiem, jak to się mogło stać. Byłem niemal pewien, że marszałek Marek Jurek nie zdoła zgromadzić quorum w piątek o 16.00. Moja pewność dziś wzrosła, gdy z powodu ślamazarnych debat zapowiedziano planowy poślizg głosowań o godzinę.
Dzwonki wzywające posłów na salę rozbrzmiały o 17.20. Biły na trwogę kwadrans, a gdy marszałek ogłosił pierwsze z serii głosowań, na sali było 400 posłów. Prawie tylu, ile na głosowaniach w zwyczajowej porze porannej (średnia to ok. 420).
Posłowie głosują, a ja rozpamiętuję tę fatalną pomyłkę i jej wynik - uszczerbek na mej wiarygodności zawodowej. Ale słowo w PS do tamtego postu się rzekło, obiecałem, że odszczekam, otwieram więc procedurę uzgadniania formy.
Zarazem planuję zemstę. Napiszę, że ja jestem mądry, a inni głupi :) Ale to za chwilę.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)