Cytuję: Decyzja Ewy Milewicz - osoby szlachetnej i zasłużonej dla opozycji w latach 70. - może stać się swoistym parawanem dla różnych dziwnych ludzi, którzy w PRL pracowali "na 2 etatach", którzy sprzeniewierzyli się dziennikarskiemu powołaniu, a teraz chcą udawać Dziewice Orleańskie. Z nimi Milewicz nie miała i nie ma nic wspólnego, jest z innej bajki, ale - nolens volens - jej gest właśnie przez tych małych ludzi będzie wykorzystany.
Autor: Ryś Czarnecki, który tkwi w Samoobronie, by ją spajać z PiSem. Jest jednak, nawet jak na PiS, wielce umiarkowany i dziwnie często się z nim zgadzam. Też chętnie przyznałbym Ewie prawo postawienia się ponad lustracją dziennikarzy. Przypominam sobie jednak pewien niezbyt miły moment z własnego życiorysu i zaczynam wątpić.
Ćwierć wieku temu, na początku marca 1982, w drzwiach celi więzienia w Białołęce stanął klawisz: Leski, do naczelnika, w sprawie skargi. Pisaliśmy skargi jedną za drugą: na warunki, jedzenie, brak rozrywek - epistoły do władz więzienia były namiastką rozrywki. Poszedłem więc za klawiszem. Wprowadził mnie do celi w końcu korytarza.
Zamiast naczelnika był tam ubek. Jął wypytywać: a jak się czuję, a jak mi się siedzi w tym pierdlu, a może bym chciał wyjść, a może poszli do lasu, a może schowali się w studni? Milczałem lub odpowiadałem pytaniami: a panu? a panu co do tego? A co za różnica, co myślę o Kuroniu? Od mojej opinii chyba nie zależy, czy go wypuścicie?
Trwało to z pół godziny. Wróciłem do celi, zdążyłem pochwalić się, jaki byłem dzielny i złośliwy, gdy zarządzono spacer. Pogoda była iście wiosenna, słońce, ciepło. Właśnie opowiadałem o swoim bohaterstwie kolejnemu kumplowi z innej celi, gdy podszedł do mnie Adam Michnik i na oczach wszystkich opieprzył mnie, że chodzę rozmawiać z ubolami. dam był wówczas dla mnie guru. Słuchałem potulnie, gdy tłumaczył, że wierzy, iż niczego głupiego nie powiedziałem, ale chodzi o to, by nikt z nimi nie rozmawiał, bo to zmniejsza groźbę, że ktoś coś palnie i będzie żałował.
Byłem rozgoryczony: przecież wyciągnęli mnie podstępem, przecież zrobiłem z ubola durnia, przecież słoneczko świeci i wszyscy jesteśmy tacy wspaniali... Trzeba było czasu, bym pojął, że Michnik miał rację. A skoro tak, to i teraz Ewa powinna może złożyć oświadczenie, by nie dać innym, mniej wyjątkowym niż ona, pretekstu do buntu wobec przepisu, który może nie jest za mądry, ale jakieś uzasadnienie ma: pozwoliłby choć w części rozładować duszną atmosferę wokół dziennikarstwa w RP.
Ewa zapewne z tej rady nie skorzysta. Wiem, że nie będę umiał jej za to skrytykować - tak jak Sergiusza Kowalskiego czy Kingi Dunin. I będę miał kłopot słysząc, jak potępiają ich ludzie, którzy nigdy nie stanęli wobec choćby cienia takiej próby życiowej, jaką czerwoni zafundowali Kindze i Sergiuszowi. Próby, którą ktoś niedawno spróbował opisać, ale nie objął nawet połowy grozy sytuacji.


Komentarze
Pokaż komentarze (155)