Się dzieje! Jedna deklaracja z zapowiedzią nieposłuszeństwa obywatelskiego, w Salonie kilkadziesiąt postów, jakieś dwa tysiące komentarzy, wszystko w ciągu doby. Temat super, ale warto zauważyć, że poza antylustracyjną doktryną Adama Michnika i gestem Ewy Milewicz jest jeszcze życie, są inne sprawy warte grzechu.
Jak sam tytuł dobitnie wskazuje, to będzie o Sejmie. W tym tygodniu dokończył on posiedzenie rozpoczęte w zeszłym i uchwalił nowelę ustawy o systemie oświaty. Mało kto zauważył, że opozycja przy okazji przedstawiła nową strategię działania: bojkot wszystkich ustaw będących dziełem sejmowej Komisji ds. Solidarnego Państwa.
Jako wyznawca demokracji i umiarkowania oznajmiam, że mi się to nie podoba. Co za dużo, to niezdrowo. Opozycja dała już wystarczająco jasny sygnał, co myśli o komisji. Miała rację, bo komisja ds. Solidarnego to żałosne nieporozumienie, a próby koalicjantów uzasadnienia potrzeby jej powołania to istny wyścig po Srebrne Usta.
Komisja nadzwyczajna, która ma ślęczeć 3 lata nie nad jednym, wyjątkowym aktem, lecz nad serią zwyczajnych nowelizacji zwyczajnych ustaw - to absurd. Opozycja ma rację, że nie da się jej obsadzić ludźmi obeznanymi z dziedziną każdej ustawy. Cały pomysł pachnie pozamerytoryczną próbą ułatwienia rządowi drogi legislacyjnej przez słabo kontrolowany Sejm.
Opozycja zbojkotowała wybór składu komisji, opóźniła początek jej pracy w sumie o dwa miesiące. Uważam to za obstrukcję usprawiedliwioną. Ale już dość! Bojkot głosowaniuakażdej kolejnej ustawy, która wyjdzie z komisji (oświatowa jest pierwszą) to odgrzewany kotlet, to stary dowcip, który już nie śmieszy. Koszty są zaś dość spore - i te materialne (dodatkowe dni posiedzeń), i wizerunkowe.
Nazwa obstrukcja nie jest adekwatna. To demonstracja mniejszości, która czasem może większośći zmitygować, nawrócić ze złej drogi. Jako taka jest dopuszczalną metodą w demokratycznym parlamencie. Gdy staje się demonstracją dla samej demonstracji, zaczyna przypominać obstrukcję żołądkową. Smacznego.


Komentarze
Pokaż komentarze (74)