Plota poszła wczoraj, ale nie uznałem jej za nazbyt interesującą. Jan Rokita i część PO, kontestująca jakoby nazbyt twarde rządy Donalda Tuska, chce się spotkać, by pogadać o programie partii przed majową konwencją programową Platformy. O programie, a nie o żadnej nowej partii - zapewnia do znudzenia Rokita. Wierzę mu.
W piątek za tydzień w Gliwicach. Pytanie: dlaczego właśnie teraz? - 67 i pół roku po prowokacji gliwickiej - przemknęło mi przez myśl i odpłynęło jako nieciekawe. I tak nie miałem kogo zapytać, bo do Sejmu z przyczyn obiektywnych nie dotarłem.
A dziś w kuluarach niemalże afera. Na pewno większa niż dęty przez portale rzekomy problem koalicyjny dookoła koła posła Kowalskiego. Tusk rzecze do kamer, że sobie gliwickiego spotkania nie życzy. Dwaj inni czołowi politycy PO mówią: nikt nie może być w dwóch partiach naraz. Jeden dodaje: kto tam pojedzie, wyleci.
To już pogadać nie można? - dziwi się Paweł Śpiewak, który do Gliwic się nie wybiera, bo ma jakieś obowiązki w Warszawie. Pogadać? Zależy o czym. Ale wstępnie mam wrażenie, że dowodzącą część Platformy troszeczkę pogięło.
PS. - 15.35: Organizatora, prezydenta Gliwic, PO już ciągnie do sądu partyjnego.


Komentarze
Pokaż komentarze (32)