Było ich dwóch. Pod Sejm, ostatni planowany przystanek demonstracji ZNP w Warszawie, przyszli w południe, pół godziny przed nadejściem pochodu nauczycieli. Zawodzi mnie pamięć do twarzy, ale kamerzyści i z TVP, i z TVN zgodnie mówią, że obu panów widują na każdej niemal demonstracji. Ten niższy ma podobno zawsze ten sam biały szalik i skórzaną kurtkę. Tylko transparenty zmieniają zależnie od okoliczności.
Dziś rozpostarli najpierw czerwoną płachtę, której pojąć nie umiałem. Zapytani odesłali mnie do wiedzy, jak mówią, powszechnie znanej i zaproponowali, bym pogooglował. Co uczyniłem i teraz coś już wiem o szkole frankfurckiej. Potem panowie rozwinęli drugi transparent, biały, bardziej zrozumiały. Pieczołowicie ustawiali oba tak, by były dobrze widoczne z punktu widzenia uczestnika zbliżającego się pochodu, ale także - dla kamer i fotoreporterów.
Prezes ZNP Sławomir Broniarz przelotnie rzucił okiem na pikietę i jej hasła, po czym jał szukać delegacji, która na nauczycieli czekać miała pod Sejmem. Jeden z członków delegacji odnalazł się tuż obok. Inni stali przy kordonie policji broniącym dostępu do Sejmu. Delegacja składała się wyłącznie z polityków SLD, z przewodniczącym Wojciechem Olejniczakiem na czele. I była delegacją partyjną, a nie sejmową.
Dalszych interakcji nie było, a przynajmniej takowych nie zauważyłem. Liderzy ZNP i SLD wygłosili płomienne mowy, emblematy i transparenty ZNP i OPZZ falowały na wietrze obok transparentów kontrpikiety. Po czym demonstranci ruszyli do autobusów, pikietujący złożyli swoje manatki do worka i poszli w swoją stronę. Policja rozjechała się także, dziennikarze zniknęli i o 15.00 pod Sejmem nie widać już było śladów, że coś tu się działo. Najwyraźniej obyczaje polityczne się nam cywilizują.
PS. W sprawie błędnego podpisu na zdjęciu trzecim polecam komentarz Rozsądnego. Nie chce mi się poprawiać...



Komentarze
Pokaż komentarze (40)