Jak widzę, w kolejnych zakamrkach Salonu24 pojawiają się kolejne posty o wyroku strasburskiego trybunału. Dominuje teza: wzrok ważniejszy niż życie dziecka. Spróbuję teraz napisać mniej więcej to, co w poprzednim poście - nieco inaczej. Przedstawię sprawę Alicji Tysiąc w przełożeniu na język prawa o ruchu drogowym.
Jadę samochodem, zatrzymuje mnie policja i każe dmuchać w balonik. Wg alkomatu - piłem. Wiem, że nie piłem - żądam badania krwi. Policjanci wiozą mnie na komisariat i przetrzymują przez kilka godzin, po czym badanie krwi robi się bezprzedmiotowe. Sąd odbiera mi prawo jazdy. Odwołuję się do Strasburga i wygrywam.
Trybunał nie wnikałby w to, czy polski próg penalizacji prowadzenia po alkoholu jest za wysoki, czy za niski; ani w to, czy byłem pijany, czy nie. Musiałby przyznać mi rację, bo uniemożliwiono mi skorzystanie z zagwarantowanej w polskim prawie procedury weryfikacji poziomu alkoholu. Gdyby jej nie było w kodeksie, nie byłoby sprawy.


Komentarze
Pokaż komentarze (102)